Baśń jak gumowa kaczka-rozdział 7

Tak moi drodzy, oczy was nie mylą, oto publikuję tylko co napisany kolejny rozdział mojej słynnej, choć zaledwie napoczętej powieści, pod jakże wiele mówiącym tytułem. Oczywiście to skutek permanentych opadów atmosferycznych, gdyż jak wiadomo w tej sytuacji pisarze się nudzą, nie mogąc robić prawie niczego innego, więc piszą. Mimo, że kolejny rozdział nie jest najlepszy z dotychczasowych jak to kiedyś bywało i jest znacznie krótszy niż poprzednie, to moim zdaniem wstydu nie ma, no ale to ocenicie już sami.

Przy okazji przypominam, że poprzednie odcinki dostępne są tutaj:

http://pantryjota.pl/category/pantryjota-jako-pisarz-9/

I jeszcze jedno:

Przegapiłem fakt, że kilka dni temu na naszym forum pojawiła się tysięczna notka, co być może jakoś należało uczcić, ale teraz jest już na to chyba za późno.

BJGK – rodział VII

Danusia obudziła się siłą woli, gdyż czego jak czego, ale tego jej nie brakowało. Po skromnym, panieńskim posiłku postanowiła, że pójdzie na rower, ale okazało się, że leje deszcz, a poza tym, zeszło jej powietrze z koła i nie mogła znaleźć pompki, która gdzieś się zawieruszyła, podobnie jak jej ulubiona gumowa kaczuszka, będąca egzemplifikacją czegoś więcej, niż tylko jej tłumionych potrzeb.

Przypomniała sobie wtedy, że rodzice zawsze ją ostrzegali przed korzystaniem z pomocy przypadkowych rowerowiczów w kwestii pompowania i nie tylko, co było o tyle mało przekonujące, że ani jej mama, ani tym bardziej tata nigdy nie pozwolili sobie na kupno roweru w jakiejkolwiek postaci, nawet trójkołowej. Tak wiec gdy tylko odłożyła sobie kilka złotych, natychmiast nabyła rower i odkryła ze zdziwieniem, że jazda na męskim siodełku wprawia niektóre jej okolice w stan podobny do tego, o jakim czasem wspominały panie jeżdżące konno i był to stan tyleż przyjemny ileż kłopotliwy nieco, gdy w tym stanie zdarzało się jej nie tylko przegapić czerwone światlo, ale czasem zapominała  o całym bobrzym świecie, który otaczał ją zewsząd a w zasadzie otulał, jeśli można użyć tego określenia wobec czegoś tak ulotnego jak świat.

Te wspomnienia i refleksje spowodowały u Danusi nagłą potrzebę jakiejś rozrywki intelektualnej, więc włączyła swój wysłużony laptop i wpisała w wyszukiwarkę hasło „Goryllus”, bo przecież mogła wpisać cokolwiek, będac wolną kobietą.

Ku jej ogromnemu zdziwieniu Google od razu skojarzyło to hasło z Golonką, co widać na poniższym zrzucie ekranu:

goryllus golonka


Skoro tak, to pomyślała sobie, że coś musi być nie tak i faktycznie, gdyż albowiem okazało się, że jej dwaj ulubieni pisarze przestali pisać blogi na pewnym salonie z końcówką pl, które w swoim czasie tęgo ją inspirowały do różnych działań, w tym takich, o których jeszcze nikomu nie mówiła, nawet w zaufaniu.

Fakt, że pisarze zrezygnowali w okolicznościach, w których ich idol osiągnął sukces o jakim mógł tylko pomarzyć jeszcze kilka lat temu, przywołał w umyśle Danusi dawne wspomnienia z czasów, gdy wchodząc tanecznym krokiem do Pałacu Kultury natknęła się windzie na małego czlowieka z kotem, którego otaczali rośli panowie z dużymi pistoletami odznaczającymi się im pod marynarkami i w spodniach, choć w tym ostatnim przypadku nie była pewna, czy to aby pistolety były, czy może coś zgoła innego i groźniejszego, szczególnie dla kogoś o tak delikatnej strukturze psychofizycznej jak Danusia.

Pamięta, jak ten niewysoki mężczyzna spytał ją, czy lubi koty, na co ona odparła, że bardzo, ale niestety nie może sobie pozwolić na kota, gdyż mieszka sama z papugą. Wtedy dał jej pogłaskać swojego zwierzaka, a ona poczuła silny magnetyzm zwierzęcy, o którym kiedyś czytała w jakiejś książce, ale już nie pamiętała w jakiej.

Potem zaproponował jej kolację we własnym towarzystwie i ona się zgodzila, choć rośli panowie towarzyszli im przy stoliku obok, a kot wcale nie mruczał, tylko patrzył na nią dziwnym wzrokiem.

Wiedziała, że kolacja z mężczyzną zazwyczaj oznacza jedno a nawet czasem drugie, ale ten mężczyzna nie wydawał się jej groźny, więc spokojnie czekała na dalsze propozycje, które jednak póki co nie padały, mimo, że konsumowali już deser.

Nagle w kieszeni jej towarzysza zadzwoniła komórka i gdy zobaczyła jego reakcję na głos z drugiej strony wiedziała już, że z romansu raczej nic nie będzie.

Nie mogła jednak wiedzieć, że i tak nic by z niego nie było, gdyż jej towarzysz za nic miał romanse i generalnie kobiety, wszystkie siły i uczucia poświęcając Polsce, którą chciał przekształcić na swoją modłę i o którą modlił się u pewnego zakonnika w Toruniu.

Teraz, po latach, pomyślała sobie, że gdyby Golonka czy Goryllus wiedzieli, że jadła z nim kolację, to zapewne wstawiliby się za nią na Salonie, gdy tamtejsza administracja bez słowa usunęła jej blog i wszystkie niewinne komentarze, które zamieszczała z potrzeby serca.

Taki to już jest los samotnych panien, że gdy los może się do nich uśmiechnąć, często dzwoni komórka i marzenia pryskają jak bańka mydlana.

Z drugiej jednak strony może to i dobrze, że tak się stało, bo gdyby nie daj Bobrze coś między nimi zaszło, to trauma mogłaby powalić Danusię jak amen w pacierzu powala czasem bezbożników a nawet demony, szczególnie te polskie.

CD może kiedyś nastąpi, jak Bóbr da.

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Pantryjota jako pisarz (9)
  1. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    To wygląda jak wstęp/początek czegoś większego.

  2. Pantryjota Pantryjota pisze:

    ViC-Thor,

    Początek miał miejsce kilka lat temu, więc raczej nie jest to „nowy początek”, tylko sporadyczna kontynuacja. Mam nadzieję skonczyć tę powieść do emerytury, a potem ją wydać i żyć z procentów od ilości sprzedanych egzemplarzy.

  3. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    Pantryjota,

    Pantryjota,

    Jeżeli rozdziałów będzie z 70-80 to siódmy nadal może być początkiem, chyba że Autor sobie wymyśli o epilogu, który będzie miał z 50 rozdziałów.
    Mogę się mylić. W moich rozważaniach staram się brać wielki margines na błędy, do których dopuszczam często z premedytacją. Lubię poprawiać swoje błędy/chybione domysły. To mam od niedawna.

  4. Eva70 pisze:

    Bardzo mi się spodobała ta „sporadyczna kontynuacja”. Mnie się dość często zdarza porzucać jakieś podjęte dzieło i wracać do niego od czasu do czasu, ale dotąd miałam to sobie za złe, a teraz – dzięki Tobie Pantryjoto – jak już wiem, że można to tak pięknie nazwać ‚sporadyczna kontynuacja’ pozbędę się wreszcie wyrzutów, że jestem taka niesumienna. 🙂

  5. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Eva70,

    Czasem tworzę takie „neologizmy” na poczekaniu, co raczej nie dziwi u pisarza 🙂

  6. Pantryjota Pantryjota pisze:

    ViC-Thor,

    Nie jestem jakimś Goryllusem, żeby pisać epilogi złożone z 50 rozdziałów.

  7. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    Pantryjota,

    Myślę że to błąd gdy zakończy się na ośmiu.
    :))

  8. Kfiatushek pisze:

    „Wtedy dał jej pogłaskać swojego zwierzaka, a ona poczuła silny magnetyzm zwierzęcy, o którym kiedyś czytała w jakiejś książce, ale już nie pamiętała w jakiej.”

    Ten zwierzak to nie był czasami pistolet jednego z otaczających panów? Przepraszam, tak mi się skojarzyło. Po tłumaczeniu Owsiaka wszystko mi się miesza… Wakacje to zły okres.

  9. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Kfiatushek,

    W tym wypadku zwierzak to zwierzak i nic poza tym.
    A Owsiak co wytłumaczył?

Dodaj komentarz

Zaloguj się