Czy i dlaczego powinniśmy kochać Kulsona

Dziecięciem będąc podziwiałam pana milicjanta nawet bardziej niż pana żołnierza z Wojsk Ochrony Pogranicza. Marzyłam o tym, by móc wręczyć panu milicjantowi kwiatek w dzień Jego Święta. Pan milicjant bronił mnie bowiem przed złymi ludźmi wszędzie, to znaczy i tu i tam, zaś pan żołnierz z WOP bronił mnie tylko przed złymi ludźmi tylko z zewnątrz.

Gdy ukończyłam lat siedemnaście, zostałam przez pana milicjanta ukarana wyegzekwowaną przez kolegium ds. wykroczeń grzywną w wysokości 300 złotych za to, że dostrzegłszy mą matkę z siatkami przeskoczyłam była chyżo przez trawnik, by do domu zanieść pół bochenka chleba, ćwiartkę masła nabytego na wagę oraz 250 gram marmolady zawiniętej w szary papier pakowy. Kwota 300 zł stanowiła wtedy 1/3 miesięcznej pensji mojej matki i można było za tę kwotę nabyć bardzo dużo ćwiartek oraz połówek. Następnego dnia woźna nie wpuściła mnie do szkoły, gdyż nie posiadałam tarczy przyszytej do rękawa. Pomyślałam była sobie wtedy, że Polska mnie nie lubi. Skoro zaś Polska mnie nie lubi, to ja, Samuela, nie mam żadnego specjalnego powodu by lubić Polskę, bo niby dlaczego?

Od tamtej pory umierałam ze strachu na dźwięk gwizdka pana milicjanta, który to gwizdek był wszechobecny i zawsze wybrzmiewał, gdym popełniała była przestępstwo przechodzenia przez jezdnię w miejscu nieoznaczonym we Włodawie, czyli praktycznie wszędzie, azaliż we Włodawie istniało tylko jedno przejście dla pieszych. Dodam, że nawet w dojrzałym mym wieku jezusowym pod koniec lat osiemdziesiątych będąc w niemieckim mieście Kilonii jechałam była na rowerze po promenadzie zatocznobałtyckiej tuż obok wraku U-Boota pełnego niemieckich trupów i umarłam ze strachu, ponieważ usłyszałam za sobą spokojne, acz stanowcze wezwanie wypowiedziane w obcym mi języku: „Hallo! Junger Mann!” Proszę zejść z roweru, gdyż chadzają tu też niewiasty z dziećmi i może pan uczynić im krzywdę jadąc tak beztrosko wielocipedem o lutowym poranku (W oryginale: Steigen Sie ab du Schwein!). Zeszłam, bom uznała rację wyższą, a nie niższą w postaci nieunięknialnego mandatu w mojej ojczyźnie.

Przez jakiś czas pan milicjant w mojej udręczonej ojczyźnie nie interesował się zbytnio moją osobą. Wszelako jakieś pięć lat temu zadzwoniła do mnie wczesnym świtem pani młodsza aspirantka Kulson z wiadomością, że zły człowiek skopał niecnie moje ukochane auto Mitsubishi Galant. Pracowicie spędziłam kilka godzin na posterunku próbując dociec, co i jak. Okazało się, że student pierwszego roku medycyny, obecnie na pewno znamienity lekarz, który może nawet usunie mi to, co wydaje mi się być w mym ciele zbędne, zdał egzamin z anatomii, czyli – mówiąc wprost – ukończył już studia medyczne. Z radości popił i popalił, a skoro popił i popalił, to zniszczył mojego ukochanego Mitsubishi Galant (rocznik 1984, silnik benzynowy szesnastozaworowy o mocy 113 KM, w którym to aucie działał szyberdach). By być precyzyjną, muszę dodać, że student nauk medycznych zapragnął zniszczyć właśnie mój szyberdach, a ponieważ mu się to nie udało, to zniszczył trzy inne sąsiadujące z moim ukochanym Mitsubishi Galant auta, zaś w czwartym się zmęczył i zasnął. Tak capnęła go policja. Skoro go zaś capnęła, to zawiozła go do rzeki (był luty luty), zmoczyła mu łeb w lutej wodzie dla rozgrzewki tłukąc go pałami w zad i tak usposobionego przywiozła prosto na komisariat, gdzie czekała nań młodsza aspirant Kulson, by sprawę omówić ze mną, z Samuelą. Omówiła tę sprawę w taki sposób, że zapytała mnie, czy ja, Samuela, wyrażam zgodę na przekazanie mojego numeru telefonu rodzicom studenta nauk medycznych. Zgodę taką wyraziłam, bo i czemu niby miałam była nie wyrazić? Dyć nie udało mu się zniszczyć mojego szyberdachu z tego względu, że podeszwa obuwia przyszłego pana doktora była miętka, zaś szyberdach był twardy jak czort. Niechaj ktoś mi udowodni, że czymś miętkim można stłuc coś twardego! Niech tylko spróbuje! Dzięki temu mogłam dla mojego ukochanego Mitsubishi Galant  nabyć nowe opony i się nie zabiłam srogą zimą. Można zatem powiedzieć, że student nauk medycznych oraz pani młodsza aspirantka Kulson oraz rodzice studenta, wszyscy ci dobrzy ludzie uratowali mi życie, dzięki czemu mogę teraz tę historię opisać na portalu Pana Pantryjoty, by wszystkim uświadomić, że i dlaczego powinniśmy kochać Kulsona.

Samuela

z wykształcenia i zamiłowania filolog, co według Platona oznacza miłośnika naukowej dyskusji. Wszelako mogę też nienaukowo.

Kategoria: Stosunki międzyludzkie (3)
  1. McQuriosum McQuriosum pisze:

    Każdego Kulsona powinniśmy kochać i szanować za to, że stoi na straży norwidowskiego wymysłu, że ” Ojczyzna to wielki, zbiorowy Obowiązek „.
    Nie wiem nawet, czy jakiś zwykły Kulson wie co to/kto to ten cały Norwid, ale to i tak nie zmienia faktu, że po to dali mu kulson jego mać gwizdek i pałę, żeby inni tego Norwida przestrzegali!
    I za to właśnie mu szacun, co byłem chyba udowodniłem!

  2. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Zobaczyłem dziś po raz pierwszy twarz onego i mam wątpliwości, czy to aby twarzą można nazwać. Gębą też nie wypada, bo przecież Gombrowicz by się w grobie obrócił na drugą, lepszą stronę, a znów za ryj mogłaby się obrazić pierwsza lepsza świnia, choć z drugiej skojarzenia z Golonką są moim zdaniem jak najbardziej uprawnione. A może to po postu du.a jest, tyle, że specyficznie umiejscowiona, np. wskutek aberracji genetycznej?
    Mówią, że nie szata zdobi człowieka, ale może Kulson pomyślał sobie, że jak założy mundur, to twarz zejdzie na dalszy plan? No ale ja widziałem ją bez munduru, więc nie można się mnie czepiać.

  3. Samuela Samuela pisze:

    Pantryjota,

    Nie przesadzajmy! Kulson nie jest przesadnie brzydki. Nie każda kulson musi być ładna, azaliż ważne jest to, czy w swej profesji jest dobra. Ważne jest to, że jest pokalana.

Dodaj komentarz

Zaloguj się