Don K – Analiza nr 11 – Piłsudski vs Wałęsa i Kaczyński w tle

Dziś tylko wklejam kolejną analizę bez wstępu, bo nie mam za bardzo czasu na pisanie. Jednak muszę przyznać otwarcie, że notka ja kapitalna, choć poważna. Wkleję też tym razem komentarze, bo jest ich niewiele, a niektóre całkiem mi się podobają 🙂

Zapraszam do lektury.

Szanowni Państwo,

Zanim nawiążę do tytułu, mała uwaga:

Otóż jak widać, pojawia się moja kolejna, numerowana „analiza” a to oznacza, że sytuacja jest poważna. A skoro taka jest, to i wpis będzie miał poważny charakter, bez komponenty satyrycznej i może dzięki temu nie zostanie ukryty, choć jak widzę, łaska admina kieruje się własnymi, mocno niejasnymi kryteriami.

No ale do rzeczy:

Nowe władze najwyraźniej uznały, że skoro kompletnie nie radzą sobie z rządzeniem i to zarówno w polityce wewnętrznej jak i tym bardziej zewnętrznej, to trzeba czymś zająć naród, bo nawet Smoleńsk jakby już trochę słabo działa w charakterze czynnika podjudzającego, skłócającego i jątrzącego. Wyciągnięto więc pudełka z szafy gen. Kiszczaka i najwyraźniej Jarosław Kaczyński przygotowuje kolejny spektakl z paleniem kukły Wałęsy.

To człowiek, który zawsze był w tle, który w najmniejszym nawet stopniu nie przyczynił się do postępu, jaki na przestrzeni ostatnich 25 lat stał się udziałem Polski. Jego rola w przemianach jest praktycznie zerowa, znacznie mniejsza od wielu całkiem anonimowych dla ogółu społeczeństwa działaczy Solidarności, choćby tych tysięcy internowanych w czasach, gdy pan prezes miał zwyczaj spać do południa. Fakt, że ktoś taki, kto zresztą wypłynął na szersze wody dzięki Wałęsie,  ma czelność postępować tak jak postępuje i że ma na to przyzwolenie części społeczeństwa, jest mocno przygnębiający i bardzo źle rokujący na przyszłość.

Kilka dni temu prof. Nałęcz próbował w tv brać w obronę Wałęsę, porównując jego „młodzieńcze przewiny” z sytuacją, w jakiej na początku swojej drogi życiowej znalazł się Piłsudski. Ponieważ jest specjalistą od historii okresu międzywojennego, nie wypada wątpić w fakty, które podawał, zresztą dobrze udokumentowane, choć niektóre dokumenty Marszałek również zniszczył, ale potem odnalazły się ich kopie, bodaj w austriackim sztabie generalnym, o ile dobrze pamiętam.

Tyle, że to była „praca” na rzecz obcego mocarstwa, a nie wewnętrzne gierki ze służbą bezpieczeństwa. Warto również sobie przypomnieć, co Piłsudski robił ze swoimi przeciwnikami politycznymi i zdać sobie sprawę w faktu, że Wałęsa swojej „Berezy” jednak nie zorganizował. Również „fizycznych”, bezpośrednich ofiar rządów Marszałka był znacznie więcej, niż „ofiar” działalności Wałęsy, o ile w ogóle można o takich przypadkach mówić.

A  teraz skrócona historia i bilans działań obu przywódców:

Piłsudski – faktyczna, agenturalna działalność na rzecz obcych mocarstw, powrót do kraju,  triumf nad nawałą sowiecką i następnie przewrót majowy i totalna klęska tamtej Polski w 1939r, choć już po śmierci Marszałka, ale nie sądzę, żeby nawet żyjąc, mógł doprowadzić do kolejnego cudu.

Wałęsa – podpisanie jakichś „kwitów” na SB, następnie objęcie przywództwa ruchu Solidarność, doprowadzenie do porozumień sierpniowych, pokojowa nagroda Nobla,  praktycznie bezkrwawe odebranie władzy komunistom, prezydentura, wyprowadzenie obcych wojsk z terenu Polski, wojna na górze, odcinanie kuponów od własnej sławy.

Przy czym, jeśli chodzi o „wojnę na górze” to w znacznej mierze była inspirowana właśnie przez Kaczyńskiego, a jeśli chodzi o odcinanie kuponów, to trudno raczej zarzucić Wałęsie, że podróżuje po świecie z wykładami, skoro ktoś chce go słuchać i jeszcze za to płaci. To być może również powód „guli”, Kaczyńskiego, którego mogą co najwyżej za darmo słuchać jego fani, ale nie słyszałem, żeby gdzieś był zapraszany za granicę i nie mam tutaj na myśli bynajmniej Kongresu USA, bo tam by go pewnie nawet za potrzebą nie wpuścili.

Powyżej wykazałem,  że Piłsudski ma o wiele więcej „za uszami” niż Wałęsa, ale jakoś nikt nie kwestionuje jego roli historycznej. Ulice, place, kopce i inne ważne miejsca nazywane są jego imieniem, a jego apologeci jakby w niepamięć puszczają opinię Wodza Naczelnego, jaką ów miał na temat kleru katolickiego.

Podsumowując:

Piłsudski wygrał Bitwę Warszawską, ale wykreowana przez niego Polska przegrała praktycznie wszystko w 39 roku, łącznie z całą historią powojenną, aż do…Wałęsy. Ten zaś wygrał wszystko co mógł, a nawet więcej, bo kto mógł przypuszczać w trakcie podpisywania porozumień tym wielkim długopisem, że właśnie rodzi się wolna Polska ? Fakt, że ta wolność jest cały czas negowana i kwestionowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenie oznacza, że ci ludzie żyją w zupełnie innym świecie, żeby nie powiedzieć, że w innym wymiarze.

Kaczyński cały czas „wygrywa” wyłącznie swoje kompleksy i fobie, nie wnosząc do tematu POLSKA żadnej wartości dodanej. Jest naszym przekleństwem i groźnym memento, człowiekiem, o którym trawestując Goethego można by powiedzieć, że jest tą siłą, która wiecznie (rzekomego) dobra pragnąc, wiecznie zło czyni.

Dziś w radio red. Żakowski stwierdził w trakcie dyskusji trochę żartobliwie, że (cyt) „Kaczor w kosmos nie poleci”. A mnie się wydaje, że od jakiegoś czasu już tam właśnie przebywa, bo z kosmosu bliżej do nieba, a to przecież jest właściwe miejsce i naturalne środowisko dla każdego zbawiciela, nawet żoliborskiego.

Próba „oderwania” nas od Unii, dzięki której Polska wykonała skok cywilizacyjny jaki nie był jej udziałem nigdy w historii, to działania o charakterze dywersyjnym, wybitnie antypaństwowym, za które zapłacą wszyscy, łącznie z „naczelnikiem”. Liczę jednak na to, że o ile wszystko wróci do normy, panu Kaczyńskiemu wystawiony zostanie przez naród indywidualny rachunek i coś mi się wydaje, że żaden bank nie da mu na tę spłatę kredytu, nawet SKOK. Przyjdzie więc swoje odsiedzieć, być może już do faktycznego i definitywnego końca. Gorzej, że póki co „oderwanie” może się udać, bo nie sądzę, żeby obywatele Unii byli obecnie żywotnie zainteresowani w ładowaniu ogromnych pieniędzy w kraj, który tylko bierze, nie dając nic w zamian i strojąc fochy. Niektórzy sugerują, że dali nam kasę na te drogi, żeby móc nimi wywozić nasze dobra narodowe i dostarczać swoje produkty, no ale prezes przecież może kazać w razie czego zniszczyć te autostrady i tym samym przejść do „legendy” jak Beck, który nie dał Niemcom wybudować korytarza i zapowiadał, że nie oddamy nawet guzika.

Kaczyński podobno nie ma co oddawać, bo już wszystko oddał Polsce, oprócz życia, ale założę się, że nawet jak umrze we śnie, przed telewizorem, to jego zwolennicy będą głosić, że właśnie oddał je za sprawę największy Polak w historii, który nawet nigdy nie romansował, w przeciwieństwie do JP2, na którego dziwnym trafem również odnajdują się teraz jakieś „kwity”. Dobrze swoją drogą, że nie w szafie Kiszczaka i że nie romansował z panią dr Kiszczakową, bo dopiero by się narobiło.

Na szczęście z puli tych pieniędzy, które być może zostaną nam niedługo odebrane,  udało się m.innymi wykonać kanalizację w kwartale ulic, które znajdują się mniej więcej kilometr od willi pana prezesa. Gdyby nie to, pan Kaczyński mógłby przy sprzyjającym wietrze czuć smród ze znajdujących się tam jeszcze w 21 wieku szamb. A przypominam, że mówimy o bogatej dzielnicy, w stolicy środkowoeuropejskiego państwa, które pretenduje do roli, jakiej nigdy nie miało.

Szczęście w nieszczęściu polega w naszym przypadku jednak  na tym, że coraz to nowe grupy społeczne szybko przekonują się, że Dobra Zmiana ich nie dotyczy, a wręcz przeciwnie. Jeśli np. pan prezes sądzi, że rolnik w Suwalskiem  bardziej interesuje się teczkami Bolka, niż faktem, że nie ma komu zająć się formalnościami związanymi z dopłatami, bo nowa władza usunęła wszystkich urzędników do tej pory tym się zajmujących, to może się mocno oszukać. Na pewno nie będą go bronić, a i z żywieniem może być różnie, bo taki z prezesa Kościuszko, jak ze mnie Popiełuszko, że sobie tak rymnę na użytek zgrabności frazy.

Może się dość szybko okazać, że poparcie dla nowego rządu to tylko fikcja sondażowa i nagle trzeba będzie podejmować coraz bardziej ryzykowne decyzje, aby w końcu wprowadzić kartki na żywność, albo i na alkohol, co pewnie tym razem ucieszy pana Bugaja, bo w sytuacji, gdy rodzina dostanie 500 na dziecko, to już legalnie wódki za taką sumę nie kupi.

Jeśli prezesowi wydaje się, że przekształci Polskę w kraj miodem i mlekiem płynący, gdy tylko rozprawi się ze wszystkimi byłymi komunistami (cokolwiek by miały oznaczać określenia komunista i rozprawić się) to tylko mu się tak wydaje, w tym jego chorym z nienawiści, pychy i zazdrości umyśle.

Oby jak najszybciej jak najwięcej popsuł,  bo tym szybciej naród się obudzi i sen o kaczej potędze pryśnie jak bańka mydlana, choć wszyscy niestety za te rojenia zapłacimy.

Póki co, czekam na rewelacje z IPN, które, jak już informowano, dotyczą spraw sprzed 40 lat, czyli z czasów, gdy obecny przywódca narodu pracował w bibliotece i tam wykuwał zręby naszej państwowości, na jedynym swoim etacie pracowniczym w całym, już dość długim życiu.

A, bym zapomniał o szefowaniu tygodnikowi Solidarność, która to funkcja i tak przerosła „intelektualnie” i pod każdym innym względem pana prezesa, bo dość szybko doprowadził to pismo do upadku. Teraz próbuje tego numeru z Polską, ale nie wolno mu na to pozwolić, bo Polska, to nie gazeta do podcierania sobie nią pomarszczonej doopy w chwilach frustracji.

Użyłem słowa „doodpa” w tej formie, bo zauważyłem, że admini tolerują ją w komentarzach, więc mam nadzieję, że nie zostanę ukarany.

9.02.2016

D.K.

P.S:

Przypomnę jeszcze na wszelki wypadek, że wszelkie „osobiste wycieczki” w komentarzach nie bedą tolerowane, a ich autorzy będą bez uprzedzenia blokowani.

Możemy rozmawiać „na temat” a ja nie jestem tematem tej notki.

Komentarze do notki 18

@Autor

palant

MAREK EM19.02 15:56

@Autor

Autor popełnia błąd na samym początku wywodu. Temat Wałęsy wywołała wdowa po Kiszczaku a nie Jarosław Kaczyński.

Owszem, nienawidzący JarKacza bez zmrużenia oka oznajmią, że Jarosław Kaczyński był oficerem prowadzącym Czesława Kiszczaka. A po jego śmierci kazał żonie Kiszczaka pójść do IPN z kwiatami na Wałęsę.

Ta choroba jest chyba nieuleczalna . . .

HUBAGRUBA19.02 16:02

@MAREK EM

Pewnie nie doczytał Pan do P.S, ale to już bez znaczenia.

DON KWACZYŃSKI19.02 16:05

@HUBAGRUBA

Kwestią trudną do ustalenia będzie, czy czas i miejsce to była „wolna wola” pani generałowej.

DON KWACZYŃSKI19.02 16:06

Fałsz i bzdura „Piłsudski wygrał Bitwę Warszawską” – praktyznie nie brał w niej udziału, przesunął…

.
…swoją „grupę uderzeniową” na południe w gotowości do ucieczki w tym kierunku. Potajemnie wycofywał działa spod Warszawy co na szczęście zostało przerwane przez dowódcę obrony, którym wcale nie był Piłsudski bo tuż przed bitwą złożył rezygnację z funkcji Naczelnika Państwa na ręce Witosa. Piłsudski zachował się wobec Polski i w Bitwie Warszawskiej niewyobrażalnie szkodliwie.

„Piłsudski odbrązowiony” autor Antoni Położyński – kompletna prawda o Piłsudskim. Fakt był dużo gorszy od Bolka jednak tak samo tyle że bezpośrednia marionetką Niemiec.

MULTIMIR19.02 16:38

@Autor

Świetny tekst analitycznie ujmujący różnicę między Wałęsą a pokurczem. Jeden z najlepszych jakie czytałem. Wykazano tutaj co kto zrobił, jakie ma portfolio „beznadziejny prostak i robol oraz sprzedawczyk” i pan doktor praw pouczający wszystkich w kraju i na świecie. Ciotek rewolucji, różnych Esek, Bukowskich i Myślę to nigdy nie przekona bo JK jest dla nich obiektem boskim. Jest nadzieja ( nie JESTNADZIEJA ) że może paru innych z tutejszej hodowli się ocknie. Więcej takich analiz……..

VON KATTOWITZ19.02 16:44

@MULTIMIR

Dziękuję za ten komentarz, bo nie będać historykiem, nie mam dokładnej wiedzy na wiele „historycznych” tematów. Za to mam w rodzinie osobę, która brała udział w walkach 20r i otrzymala za to od Maszałka najwyższe odznaczenie wojskowe. Tyle, że to były walki na terenie dzisiejszej Ukrainy.

DON KWACZYŃSKI19.02 16:51

@VON KATTOWITZ

Dziękuję, choć nadziei na przekonanie za dużych nie mam. Szczególnie gdy chodzi o tych, którzy widzą „boskość” Kaczyńskiego.

DON KWACZYŃSKI19.02 16:53

@DON KWACZYŃSKI przejrzą na oczy,

tak jak Dorn, który – poznawszy stosunki w PiS- nie chciał dłużej śpiewać w chórze eunuchów mściwego, niewielkiego sułtana….

DEDA19.02 17:00

@DEDA

Nasz problem polega również na tym, ze nie posiadamy odpowiedniej jakości „klasy politycznej”, czego najlepszym dowodem jest prezes, który otacza się wyjątkowymi miernotami, na tle których może błyszczeć i przy okazji „namaszczać” na prezydenta osobnika o podobnych „walorach” , co oczywiście jemu służy, ale państwu już niekoniecznie.
„Zawodowy” polityk o cechach psychopaty to nie jest co prawda ewenement w skali światowej, ale chyba tylko u nas „mit założycielski” mógł powstać w wyniku katastrofy lotniczej. Kilka znanych osób zginęło w podobnych wypadkach, ale nie kojarzę, aby powołano w zwiążku z tym do życia jakąś wpływową sektę, choćby na rynku lokalnym.
Tak to już widocznie nasz polska specyfika, że jak nie stało papieża, to ktoś musiał przejąć jego rolę „autorytetu moralnego” i nie tylko.

DON KWACZYŃSKI19.02 17:28

@DON KWACZYŃSKI

Nasza klasa polityczna jest taka, jak my. Sami oddajemy politykę w ręce miernot. Dla porównania: w liczącej około 12 milionów mieszkańców Bawarii partia CSU ma około 150 tysięcy członków. W małej Norwegii (około 5,2 mln. ludności) Partia Pracy założona jeszcze w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku ma 56 tysięcy członków. A u nas? Platforma Obywatelska ma kilkanaście tysięcy członków, zwycięska partia Prawo i Sprawiedliwość ma około 30 tysięcy członków.

ARTATAMA19.02 18:33

@ARTATAMA

To też prawda, choć akurat ilość członków partii nie zawsze o czymś świadczy, czego najlepszym przykładem było te 3 miliony w PZPR.
Ilu z nich pisze obecnie na Salonie, to jest tylko ich tajmnicą, a czasami poliszynela ;))

DON KWACZYŃSKI19.02 19:21

@DON KWACZYŃSKI co najmniej jeden,

ja się nie kryję, że byłem członkiem Nieboszczki a wcześniej ZMS.

DEDA19.02 19:28

@DON KWACZYŃSKI

Tam to wygląda inaczej. Członkostwo partii nie jest tak sformalizowane, jak w Europie: (http://swiatowa.republika.pl/syspusa.htm), ale też wyborcy silnie identyfikują się z ugrupowaniem, na które głosują.
A jak mogłoby być? Polecam (to nie żart) powieści Lucy Maud Montgomery.

ARTATAMA19.02 19:38

@ARTATAMA

Przepraszam, że usunąłem mój komentarz o USA, ale uznałem, że przykład PZPR będzie lepszy.
Kiedyś jedną czytalem, mimo żem chłopak ;))

DON KWACZYŃSKI19.02 19:43

@DEDA

Ważne, żeby się nie kryć po krzakach i nie mówić, że ktoś musiał być członkiem, żeby inni mogli nie być :))

DON KWACZYŃSKI19.02 19:44

@Autor

Niejaki Gliński właśnie mówi, że teczki niewiele zmienią, bo pozycja Wałęsy jest już od dawna „nadwyrężona”. Dobrze, że pozycja pana ministra jest niepodważalna :))

DON KWACZYŃSKI19.02 20:04

@Autor

Oto jakie rzygi znalazłem przypadkowo na jednym z tutejszych blogów:

„Ciekawe,
czy któreś miasto, którego honorowym obywatelem jest Lech Wałęsa zdecyduje się pozbawić go tego tytułu (w Krakowie już pojawiły się takie głosy).”

Proszę mi tylko przypadkiem nie komentować tego czegoś z podaniem autora, bo choć staram się być w miarę kulturalny, to mogę w takim wypadku szpetnie zakląć.
Swoją drogą zrzucanie z cokołów bywa czasem bolesne, a z tego co wiem, Wałęsa póki co pomników nie posiada, w przeciwieństwie do innych Lechów i Lachów.

DON KWACZYŃSKI19.02 22:18

http://Analityk.salon24.pl/697362,analiza-nr-11-pilsudski-vs-walesa-i-kaczynski-w-tle

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Polityka, geopolityka (6)
  1. Kfiatushek napisał(a):

    A ja to od 2005 roku powtarzam. I nic…

  2. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Kfiatushek,

    W gronie znajomych powtarzasz? 🙂

Dodaj komentarz