Głupawka sobotniej nocy

Ostatnim wpisem Pantryjoty poczułam sie wywołana do tablicy. Nie to, że jestem najmniej aktywną uczestniczką tego forum, ale zaiste dość dawno nic nie publikowałam. Pantryś, w moim przynajmniej przypadku, dość trafnie zdiagnozował zimową apatię, dodatkowo wzmocnioną beznadzieją politycznego kretynizmu omaszczonego, a właściwie namaszczonego przez niemalże połowę ogłupiałego narodu, który dał się perfekcyjnie nabić w kaczego balona.

W takich razach, to albo się zahibernować, albo siąść i płakać, albo histerycznie chichotać. To pierwsze nie wchodzi w rachubę, bo mam na utrzymaniu studentkę i dwa psy. Studentka, pal sześć, dość przedsiębiorcza, dałaby rady, ale co te dwa brysie winne, że w Kaczym Ciemnogrodzie wylądowały??? Płaczem to ja sobie niepłacenie mandatów załatwiam, więc łzy oszczędzać muszę na takie okazje, zatem nic nie pozostało jak w głupawkę wpaść, co właśnie wczoraj miejsce miało, choć chyba tylko prawem kaduka. A to za sprawą tego, że dziecię moje egzamin z historii dyplomacji w poniedziałek zdaje. Rozrywkowe jest wielce i beztroskie, więc zamiast te traktaty westfalskie i wersalskie grzecznie wkuwać, w piątek „łajdaczyć się ” do jakiegoś klubu poszło. Wczoraj azaliż około 20.00 do mnie zawitało, bo plecak z wszystkim gdzieś posiało, w tym także z kluczami do domu, który dzieli ze znajomymi. Znajomi wprawdzie w domu byli, ale ona musiałaby się przyznać, że klucz gdzieś zapodziała, a koleżanka raczej z serii terrorystek- mobbingowców, więc wyszło na to, że dopóki plecaka nie odzyska, nocować u mnie hulaka będzie. Nie powiem, nie byłam zachwycona, bo właśnie kończyłam porządki, a w niedzielę miałam zajęcia z zaocznymi, więc godnie zastąpiłam w truciu współmieszkankę-terrorystkę, wygarniając wszelkie przewiny dziecka od dnia urodzin po sobotniego kaca w kombinacji z brakiem klucza. A że dziecko ma dość niekonwencjonalny styl życia, to miałam co wygarniać. I dobrze, bo w ramach ćwiczeń z samoobrony córeczka czym prędzej wyjęła notatki z owej dyplomacji i zaczęła udawać , że się uczy. A żeby to wyglądało bardziej wiarygodnie, to od czasu do czasu coś mi cytowała i w pewnym momencie przeczytała główną zasadę dyplomacji bodajże w starożytnych Indiach, czy Chinach  ( szczerze mówiąc już nie pamiętam): Traktuj sąsiada jako potencjalnego wroga, a sąsiada sąsiada jako naturalnego sprzymierzeńca.  A potem jeszcze dodała współczesną definicję dyplomacji, jako sztuki mówienia w przyjemny sposób nieprzyjemnych rzeczy. No i się zaczęło!!! Jak zaczęłyśmy z tego punktu widzenia analizować politykę zagraniczną kaczego rządu, a w szczególności Waszczykowskiego i czar wypowiedzi na temat naszych sąsiadów samego naczelnika , to przez następną godzinę tarzałyśmy się ze śmiechu. Bo poziom absurdu osiągnął już taki rozmiar, że puenta w piosence Mistrza ciągle jest aktualna:

 

Krakowianka Jedna

Wielbicielka SuperRedaktora, niepoprawna pesymistka, nieobliczalna "rycząca -tka", filolożka, ale w przeciwieństwie do Samueli, nie z zamiłowania, a z przypadku.

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    A mnie poraził wywiad z panią prof. Agatą Bielik-Robson w ostatniej Polityce. Jeśli jest tak jak twierdzi, to biada nam i nie tylko nam jako Polsce. Warto przeczytać:

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1735694,1,prof-agata-bielik-robson-o-tym-jak-internet-zabija-cywilizacje.read

Dodaj komentarz

Zaloguj się