HBO znów kręci w Polsce i z podobnym efektem

Kiedyś napisałem jako Kultura Głupcze długą notkę pod tytułem „Ich troje i Wataha z HBO, czyli na swojską nutę” . Była na tyle długa, że sens ma zacytowanie jedynie samego zakończenia, które wyglądało tak:

A teraz muszę na razie przerwać pisanie, bo zaraz 2 odcinek filmu Wataha, w którym maczała palce córka naszej reżyserki, pracującej  teraz w Hollywood.

Ten drugi z opisanych blogerów twierdzi, że wie skąd oni się tam biorą, ci niektórzy nasi i dlaczego akurat ci, a mnie po prostu wystarczy gdy się przekonam, że również HBO może zrobić klopsa, robiąc klapsy, jeśli tylko zaangażuje odpowiednich do tego ludzi. Jakby nie wiedzieli, że sama sławna mama jednej z reżyserek to jeszcze trochę mało, żeby coś dało  się oglądać bez bólu zębów.

No ale może moje  wrażenie z  „oglądu” 1 odcinka okaże się mylne – wkrótce  Państwo się o tym dowiedzą.

Na razie.

K.G.

P.S. Nie zdażyłem nawet sprawdzić błędów, więc proszę mi w razie czego wytknąć, bo błędy to wstyd.

Następnie dopisałem jeszcze aneks, który też wkleję, aby potem uzupełnić go o aktualne refleksje:

G.20.50.

No już, 2 odcinek z głowy.

To nie film, to – przepraszam za wyrażenie – ch..nia.

Zacznijmy od scenariusza – jest typowy, polski: o płonących dupach, o wszechobecnej wódce (najlepiej pędzonej własnoręcznie), z wyraziście zarysowanymi postaciami bohaterów, przy czym owa wyrazistość operuje na poziomie Big Brothera, co powoduje, że widza trudno będzie czymkolwiek zaskoczyć. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby sprawcą zamachu na strażnicę okazał się bliski kolega głównego bohatera, no ale nie chcę Państwu psuć zabawy, by być może ktoś jednak będzie to dzieło oglądał. Wiarygodność filmowych postaci najlepiej oddaje postać pani prokurator, ktorej rola polega na próbie udowodnienia współudziału w zamachu głównemu bohaterowi, który stracił w nim swoich najlepszych towarzyszy, a także ukochaną kobietę. Jest też oczywiście nowy dowódca, przysłany „w teczce” ze Szczecina,  bo bardziej oddalonego miasta od Bieszczad pewnie trudno było scenarzyście znaleźć.

Czasem w polskich filmach bywa tak, że kiepski scenariusz „ratują” jakoś aktorzy, więc teraz kilka słów na ten temat.

Aktorstwo – nikt tam w zasadzie nie gra, co w tym wypadku nie oznacza komplementu, że każdy wygląda tak, jakby był właśnie tym, kogo próbuje grać. Nawet co do misia, o którym wkrótce wspomnę, też mam wątpliwości :)). Dla kogoś, kto nie ogląda w ogóle polskiej produkcji serialowej (więc również i dla mnie),  występujący w filmie aktorzy są zupełnie anonimowi i dokładnie tak będą z pewnością odbierani w tych 15 krajach, w których ma być pokazywany ten serial. Raczej wątpię, żeby dla któregokolwiek z nich okazał się on przepustką do Hollywood. Co ciekawe, postacie drugoplanowe wypadają nieco lepiej, ale może  dlatego, że większość z nich jest bardzo charakterystyczna – a to posiadają siwe brody, a to chodzą w łachmanach ( w przeciwieństwie do świeżo wyprasowancyh mundurów straży granicznej), a to wreszcie mają jakieś mroczne tajemnice, co wyraźnie widać w ich twarzach.

Reżyseria – to już zupełny dramat. Co prawda jako reżyser wymieniony jest jakiś facet, ale widać, że młoda pani Holland konsultowała i nawet pewnie asystowała, bo pokazany jest np.seks „bieszczadzki” – taka trochę skromniejsza wersja seksu „kanałowego”, bo pod prysznicem. Póki co akty płciowe to wyłącznie reminescencje głównego bohatera, gdyż jak wiemy, jego kobieta ginie w zamachu już w 1 odcinku. Liczę jednak na to, że pani prokurator zrobi to z nowym dowódcą, bo jak to określił jeden z bohaterów drugoplanowych, wygląda na niedopchniętą. Cała robota reżyserska zasadza się na dość regularnych przeskokach miejsca akcji, oraz na zbliżeniach twarzy bohaterów w chwilach, gdy targają nimi silne emocje. Główny bohater w chwilach stresu zawsze wypala papierosa, a gdy z młodą adeptką sztuki ochrony pogranicza idzie na pierwszy patrol, zaraz atakuje ich miś i ratują się skokiem do potoku. Miś też skacze, ale chyba boi się wody, bo jakoś udaje im się uciec. Porzucają w panicznej uciecze firmowe plecaki z wyposażeniem, ale broni się na szczęście nie pozbywają. Następnie trafiają do chatki przyjaciela pana kapitana Rebrowa ( prawda, że dobre, filmowe nazwisko ? ), gdzie pani pogranicznik przebiera się w rozciągnięty sweter, a dowódca zostaje w mokrych ciuchach do końca.

Losów misia na razie nie znamy, ale za to trzeba wspomnieć o samotnym wilku, ktory co jakiś czas pojawia się w bezpośredniej bliskości bohatera, choć ten z nim nie tańczy.

W tym filmie broni się tylko przyroda, no ale trudno, żeby się nie broniła. Być może jednak będzie więc z niego jakiś pożytek, gdy zagraniczni turyści dowiedzą się, że mamy takie dziewicze, piękne tereny. Ale szczerze powiem, że Wilcze Echa, o ile dobrze pamiętam jeszcze ten film, były jednak zdecydowanie lepsze, niż ta nieszczęsna Wataha made in HBO. Pewnie Pasikowski i Linda byli po prostu za drodzy, że nie wspomnę o panu Pazurze :))

Jaki z tego wniosek ? 

Ano taki, że u nas każdy może polec, nawet HBO. Dobrze, że nie przyszło im do głowy nakręcić serialu o Smoleńsku, bo dopiero  byłyby  jaja.

I tym optymistycznym akcentem kończę i udaję się na  Człowieka ze stali.

 Dziękuję za uwagę.

 ————–

HBO, która to stacja potrafi wyprodukować naprawdę kapitalne seriale, po pierwszej serii Watahy ogłosiła, że nie będzie kontynuować tego projektu, co osobiście uznałem za dobrą decyzję i przyznanie się do porażki. Aż tu nagle okazuje się, że kontynuacja jednak powstała i właśnie zaprezentowano pierwszy odcinek:
https://noizz.pl/film/za-nami-premiera-watahy-2-w-19-krajach-zalew-pozytywnych-recenzji-co-pisza/6fyrze4

Powiem krótko, bo poprzednia recenzja w zasadzie wyczerpuje temat:

W filmie nadal broni się jedynie przyroda, choć na razie nie pokazują ani wilków, ani misiów. Większość dialogów jest tak nagrana, że można zrozumieć tylko niektóre słowa, co wygląda jakby dźwięk nagrywano na planie i to przy użyciu kiepskiego sprzętu, a przecież technika postsynchronów jest znana już od dawna i stosowana powszechnie. W dowolnej anglojęzycznej produkcji HBO można wręcz delektować się każdym bez wyjątku słowej wypowiadanym przez aktorów w każdych okolicznościach, ale tutaj niestety jest dramat, zupełnie jak w pierwszej serii.

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość scenarzyście, że nie nadużywa słowa „kurwa”, bo pada ono na ekranie pewnie nie więcej niż 10 razy, a może nawet mniej. Za to pomysł „upchania” 21 martwych uchodźców w piecu do wypalania drewna  mógł przyjść do głowy jedynie komuś o bardzo zwichrowanej psychice, tym bardziej, że piec był zdaje się zaspawany, skoro strażacy musieli użyć do jego otwarcia dużych pił tarczowych i trochę to trwało.

Aktorzy są równie drewniani jak  4 lata temu, a pani prokurator celująca w poszukiwanego od kilku lat Rebrowa z dobytego spod kurtki rewolweru i następnie puszczająca go wolno, jest równie wiarygodna jak wtedy, gdy przy zwłokach uchodźców pyta o opinię koronera, a przypominam, że akcja dzieje się w Polsce.  Ten serial to kolejny przykład na to, że pewne filmy po prostu nie powinny nigdy powstać. Fakt, że powstają, świadczy chyba o tym, że ktoś w tej Ameryce zupełnie nie czuje polskich realiów i wyrzuca pieniądze w błoto, no ale skoro to nie jest kasa z moich podatków, to niech sobie kręcą na zdrowie. Być może chodziło o to, żeby ekipa mogła sobie pobyć trochę w pięknych okolicznościach przyrody i niejako „przy okazji” coś skręcić niewielkim kosztem, a potem reklamować to coś jako najbardziej oczekiwany serial HBO. Nie wiem kto na niego czekał, ale w każdym bądź razie nie ja.

Mam tylko nadzieję, że tym razem pani prokurator zostanie „dopchnięta”, np. przez tego wysokiego w swetrze, który poczęstował ją papierosami z przemytu. Jest dość atrakcyjną kobietą, mimo, że pali, więc należy się jej, jak uchodźcy zupa z wkładem.  Oczywiście fakt dopchnięcia mógł mieć już miejsce w pierwszej serii, której oglądanie przerwałem po drugim odcinku, ale jeśli nawet, to jak powiadaja – nie wymydli się, więc niech sobie nie żałuje. Gorzej, jak „w trakcie” umrze jej chora mama, bo wtedy będzie mogła mieć wyrzuty sumienia aż do trzeciej serii.

I to wszystko na temat Watahy, bo drugiego odcinka na pewno już nie obejrzę.

Pantryś

 

 

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Kultura i sztuki wszelakie (2)
  1. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Pod wklejonym linkiem właśnie znalazłem następujący komentarz:

    Wataha, sezon 2, odc.1. Straż Graniczna znajduje 21 zwłok w piecu do wypalania węgla drzewnego. Na miejsce przyjeżdża pani prokrator (znana z sezonu 1 i, jak się okazuje, równie głupia jak w 1 sezonie…) i zadaje pytanie : a co na to koroner…? No i wtedy przełączylem na jakiś inny kanał.

    A mnie teraz przyszło do głowy, że 21 to przecież „oczko” 🙂

  2. Pantryjota Pantryjota pisze:

    O mój Bobrze, właśnie zauważyłem, że mamy 10 użytkowników „on line”.
    Zupełnie niesłychana sprawa 🙂

  3. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Pantryjota,

    Wzrosło do 11, a ze mną to już dwunastu, jakby nie liczyć 🙂

  4. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Wiem, że temat Watahy nikogo tutaj nie interesuje, ale przed chwilą obejrzałem końcówkę 2 części, czekając na inny film. Była tam scena, w której pani prokurator została dopchnięta przez tego gościa, który ją częstował papierosami, co dokładnie przewidziałem po obejrzeniu odcinka nr 1 i o czym napisałem. Nie oznacza to, że jestem jasnowidzem, tylko że scerariusz tego filmu to kiła i mogiła, podobnie jak wszystko pozostałe. I nawet goły, płaski cycek pani prokurator nie jest w stanie uratować niczego.

  5. Kfiatushek pisze:

    Jak płaski, to niczego nie uratuje. Conajmniej C musi być!

  6. Pantryjota Pantryjota pisze:

    A tak piszą o aktorce A.Popławskiej, która jako pani prokurator w Watasze została dopchnięta już pod koniec 2 odcinka 2 serii:

    Ola Popławska pochodzi z Zabrza. Industrialna, szara przestrzeń miasta, w którym się wychowywała ukształtowała jej bogate wnętrze i głęboką wrażliwość. Kolorów szukała w świecie wyobraźni oraz muzyce, pięknie gra na pianinie, jest absolwentką szkoły muzycznej II stopnia w klasie fortepianu, świetnie śpiewa. Absolwentka PWST we Wrocławiu.

    Pierwsze zdanie powala, prawda? 🙂
    Być może w sanatorium popełnię esej na temat wpływu industrialnych, szarych przestrzeni miast, na adeptów szkół artystycznych.

Dodaj komentarz

Zaloguj się