Hostia na drzewku, czyli o nasiąkaniu skorupek za młodu.

Po ostatnich wybrykach prezesowego pomazańca,  Mateusza „z tych Morawieckich”, doznałem olśnienia. Otóż jak widać, słychać i pewnie też czuć z bliska, na czele naszego państwa formalnie stoi dwóch facetów, których działania publiczne w sposób ewidentny skażone są wychowaniem rodzinnym i „tradycjami”, w których wyrastali i dojrzewali.

Pan Du.a to rzecz jasna ofiara najgorzej pojmowanych tradycji katolickich, wedle których podstawą funkcjonowania w społeczeństwie jest modlitwa przed każdym posiłkiem, cotygodniowa spowiedź i kult ciała Chrystusowego w postaci hostii, którą zawsze należy ratować za wszelką cenę i bez wahania.

Z kolei pan Morawiecki to syn człowieka, który chciał wyzwalać kraj spod sowieckiej okupacji z bronią w ręku, a wyrzucany z ojczyzny wracał przez zieloną granicę, gdyż czuł bardzo silny pociąg do Polski. Być może dlatego dziecku takiego patrioty wydaje się, że Polska powinna mieć własne drzewko, którego nie będzie obsikiwał żaden pies, nawet labrador Golonki.

Nad tak ukształtowanymi osobowościami bez trudu panuje prezes Kaczyński, który w zasadzie jest osobnikiem bezideowym, chyba, że mówimy 0 idee-fixe, czyli fiksacji na utracie brata bliźniaka i zemście na wszystkich, którzy wedle pana prezesa są za to odpowiedzialni. Ponieważ jednak trudno zemścić się na samym sobie (choć nie jest to zupełnie niemożliwe) pan Kaczyński szuka posłusznych realizatorów własnych celów i za to powinien zostać ukarany nie tylko przez historię, bo taką karę to on ma w przysłowiowym głębokim poważaniu, czyli tam gdzie Azja miał pal po fakcie.

Dlatego Du.a jako prawnik podpisuje kompromitujące Polskę ustawy, a Morawiecki jako historyk co i rusz udowadnia, że nie tylko nie ma żadnego poczucia obciachu, ale również pozbawiony jest świadomości historycznej, co po raz kolejny kompromituje nasze szkolnictwo. Z drugiej  strony obaj panowie udowadniają, że szkoła szkołą, ale najważniejsze  i najbardziej zapadające w zwoje jest jednak wychowanie w rodzinie, gdyż jak mówi niemieckie  przysłowie, die Schale wird als Jugendlicher einweichen.

W tej sytuacji jasne się staje, że pani Szydło była zdecydowanie „mniejszym złem” i jedną z jej głównych przewag był brak znajomości języków, w tym angielskiego.

A skoro już językach jest mowa, to opowiadał mi niedawno jeden były wiezień, że siedział w celi z kolegą, z którym wspólnie uczyli się angielskiego z jego książki i materiałów fonograficznych, na które miał zezwolenie. Niestety, po jakimś czasie  kolegę przeniesiono do innej celi i mój rozmówca stracił możliwość kontynuowania nauki. Wystąpił więc do dyrekcji z prośbą o zezwolenie na zakup identycznej książki i po miesiącu wychowawca dostarczył mu odpowiedź, która była dość zaskakująca. Otóż dyrekcja zażądała pisemnego uzasadnienia w kwestii, po co skazanemu ta książka. Smaczku sprawie dodaje fakt, że osadzony przez 14 miesięcy pracował społecznie (czyli bez wynagrodzenia) w więziennej bibliotece i z tytułu wykonywanej pracy dostawał comiesięczne pochwały od przełożonych. Mimo to, gdy po tych 14 miesiącach napisał prośbę o przedterminowe zwolnienie, to uzyskał odpowiedź odmowną podpisaną przez dyrektora zakładu, którą to odmowę szef uzasadnił cyt „wysokim stopniem zdemoralizowania” osadzonego, choć w życiu go na oczy nie widział i słowa z nim nie zamienił.

Generalnie temat więziennictwa krajowego jest bardzo ciekawy jak się okazuje, bo np. wbrew temu co piszą gazety, w więzieniu w którym przebywał mój rozmówca było dużo wolnych miejsc i zakładowi zależało na tym, żeby „obsada” była większa, bo przecież kasa płynie od głowy. Jak coś mnie najdzie, to może napiszę specjalną notkę na ten temat, a póki co kończę, bo na forum trwają prace techniczne i muszę brać w tym udział.

Pantryjota

 

 

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Krakowianka Jedna Krakowianka Jedna pisze:

    Jeśli chodzi o katolickie wychowanie Du..y, to niechby on się modlił przed każdą życiową czynnością, jeśli jego wola. Niestety dużo gorszą wyniósł z domu cechę – ową służalczość w stosunku do kleru, na którą już nie ma nigdzie miejsca poza Polską, w której to lud jest dla kościoła, a nie odwrotnie. A jeśli chodzi o tego drugiego… to ręce mi opadają, ale ponoć tatko czym prędzej buduje swoją własna partię, coby synkowi gdzieś w miarę „miękkie lądowanie” zapewnić. Swoją drogą, oczywiście będzie to kolejna partia prawicowa, a wziąwszy pod uwagę, że mój ulubieniec Marian Kowalski dla Maciarewicza buduje jakieś ugrupowanie z 11 listopada w nazwie, to się ta prawica nam mnoży jak króliki ze słynnego spotu prorodzinnego :)))))

  2. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Krakowianka Jedna,

    A niech się mnożą przez podział, czyli w zasadzie dzielą, choć to i tak już pewnie nie pomoże PO, że o Nowoczesnej nie wspomnę. Będę więc chyba zmuszony założyć własną partię o nazwie Pantryjotyczna Partia Postępowa (w skrócie 3P). Oczywiście z ramienia będę również kandydował na prezydenta i obiecuję, że nie będę posługiwał się w pracy żadnym językiem obcym, nawet rosyjskim.
    Tak mi dopomóż Bóbr.

Dodaj komentarz