koma

Nie wiedzieć czemu mówiliśmy na to koma. Słowo to stanowiło kawałek naszego idiolektu, było wyjściowo określeniem nierównej plamy na lamperii – lub na malowanej kredową farbą górnej części ściany. Miała ona w sobie coś z pra-mapy, obrazowała krainę, która była Gdzieś Indziej. Wodziło się palcem po tajemnym zagłębieniu, gdzieś w kącie kuchni, gdzie mieliśmy swój mini-kącik, i przeczuwało się, że to nie tylko wytwór wyobraźni, jakaś tam koma na ścianie nie naszego mieszkania, jakie łaskawie przydzielił kwaterunek za to, skąd precz przegnał; że to szczelina w prawdziwy świat, gdzie nie ma takiej ponuro bezczelnej niesprawiedliwości (pod maską pozorów skrytej), gdzie możliwe jest życie bez farsy (choć wtedy nie wiedzieliśmy, ile było tragifarsy w naszej egzystencji, jedynej jaką znaliśmy). Dotykało się palcem zagłębienia w lamperii, najprawdopodobniej wytworzonego przez płat farby, co odpadł był wcześniej, a pokojowy malarz nie zadbał o wypełnienie gipsem, jeździło się palcem po granicy tej mapy i mówiło koma, jakby to zaklęcie co mogło wprowadzić w granice tamtego świata.

Więcej: http://zmordoru.blox.pl/2017/05/koma.html

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. krawcowa napisał(a):

    Chyba wszyscy mieli, a niektórzy jeszcze mają takie tajemne przejścia do własnego świata.
    Niestety nieliczni maja odwagę zabrać tam kogoś ze sobą 🙁

  2. al al napisał(a):

    krawcowa,

    Nie taki własny ten świat. Bardziej chodzi o świat zewnętrzny, którego mapa jest jakąś namiastką czy odzwierciedleniem.

  3. krawcowa napisał(a):

    al,

    Czyli mapa powrotna, do świata którego już nie ma, a może jest, tylko zamieszkały przez kogoś innego, a może to niezamieszkały ląd który wciąż czeka na osadników?
    Pewnie już nie ma tej kwaterunkowej lamperii, bo mógłbyś ją przerysować, spakować plecak i ruszyć w drogę żeby sprawdzić 🙂

  4. Krakowianka Jedna Krakowianka Jedna napisał(a):

    A u mnie to była dziura w takiej słomkowej macie, która była modna w latach 60-ych. Kupowało się ją za całkiem spore pieniądze w Cepelii i wieszało nad łóżkiem, żeby ocieplić wnętrze, a ja wodziłam po niej zasypiając palcem w poszukiwaniu przejścia do świata marzeń zainspirowanego lekturą Ani z Zielonego Wzgórza, Tajemniczego Opiekuna, Małej Księżniczki. Nie wiem czy Cepelia jeszcze istnieje, ale nie widziałam takiej maty od lat…

  5. al al napisał(a):

    krawcowa,

    Nie ma tej kwaterunkowej lamperii. Nie ma nad czym skowyczeć ani ubolewać. Taka kolej rzeczy, że ciągle coś się zmienia, ergo coś się i kończy.
    W tym tekście jest i o pra-mapie, mapie matce wszystkich map. „Koma” była pierwszym przeczuciem, że jest takie coś, jak mapa, odwzorowanie świata. Zaproszenie do drogi, do tak wielu dróg, do przejścia przez świat, życia jako przygody..
    To nie musiała być tamta mapa. Ale każda mapa jaką później studiowałem w niej była. I jest. Ciągle ruszam z nią w drogę.

  6. al al napisał(a):

    Krakowianka Jedna,

    Jedna taka mata na pewno ocalała. Mam ją w drewnianym domu. Najpierw przeleżała zwinięta i nieużywana, dotrwała swoich lepszych czasów.
    Wbrew pozorom, słomiane maty były dość trwałe.
    Też nie wiem, czy są Cepelie, coś na kształt tego zjawiska nadal istnieje. A Centrala Produktów Ludowych i Artystycznych? To był mojej mamy sposób na siermięgę socjalistycznej lichoty. Jakie ona cudeńka potrafiła tam wyszperać. Dotknęła Pani czułej nuty.

  7. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    al,

    To miłe, że czasem Pan wpada do mojego salonu.
    Pozdrawiam pantryjotycznie i muzycznie:

  8. krawcowa napisał(a):

    Al,
    zatem szczęścia na szlaku, ładnych widoków i spotkań z ciekawymi ludźmi, i jeszcze wielu lat podróżowania 🙂

  9. krawcowa napisał(a):

    Krakowianko,
    Cepelia istnieje i chyba ma się dobrze.
    Na Chmielnej w Warszawie mają nawet rozstawione stragany przed swoim sklepem.

Dodaj komentarz