Konkurs na „co by tu jeszcze spieprzyć , panowie”

Już od dość dawna uważam, że żyję w jakimś matrixie. Nawet spytałam mojej lekarki, czy może miażdżyca powoduje, że moja percepcja rzeczywistości może być jakoś tak skrzywiona, że mam momentami wrażenie jakbym w nierealnym świecie żyła. Ta pokiwała głową i spytała o co tak naprawdę mi chodzi, a następnie stwierdziła, że jeśli tak by było, to ona też spore zmiany w żyłach by mieć musiała.

Ostatnio dowiedziałam się z mediów całkiem ciekawych rzeczy, a mianowicie, na przykład tego, że jak będę sobie chciała w czasie wakacji do mojej nauczycielskiej pensyjki ( bo przecież nie pensji) dorobić, to przyjdzie kontroler i mnie ukarze. A to dlatego, że wiceminister pracy uznał, że urlop jest od odpoczywania, a zatem należy wprowadzić Polakom zakaz podejmowania wszelkiego zatrudnienia podczas urlopu.  Oczywiście idiotyzm to absolutny, bo Polak potrafi i jak trzeba będzie, to zatrudni się na czarno ( co Morawieckiemu już teraz sen z oczu spędzać powinno), albo umowy podpisze na okres przed, lub po wykonaniu pracy, a do przeprowadzania owych kontroli powołać trzeba będzie jakąś nową służbę ( co Morawieckiego tez nie ucieszy) bo przecież wynagrodzenie wakacyjne nie podlega ZUS-owi. No, może jedyna zaleta tego, że kolejne dziecko prominentnego PiSiora prezesem lub komendantem takiej służby stac  się może, ale jednak to przecież koszt jest…

Drugi świeży news dotyczy samego , wyżej wymienionego Morawieckiego, który znalazł kolejne źródło kasy na 500+ i tym podobne bzdety,a mianowicie tzw. zestawy. Bo przecież zestaw frytki i cola to podejrzane zjawisko – kosztuje zwykle taniej, niż zsumowane ceny obu produktów. Morawiecki uznał, że to oszustwo względem skarbu państwa  postanowił zabronić takiej sprzedaży wiązanej. I w ten sposób żyć za chwilę będziemy pewnie w jedynym kraju na świecie, w którym dziecko nie dostanie w McDonaldzie „happy meal” , i w ten sposób znów zacznie zazdrościć zabawek kolegom z bardziej cywilizowanych krajów.

Gdy opowiedziałam o tych nowościach mojej córce przy zestawie „frytki, borówka i cola „w IKEI, ona spojrzała na mnie i spytała jedynie: „Mamo, powiedz mi, kto im te kretynizmy wymyśla?”

No właśnie, kto te kretynizmy wymyśla??? Bo ja mam takie nieodparte wrażenie, że gdzieś tam w sferach bliskich prezesa konkurs taki się odbywa na najdurniejsze zarządzenie i zakaz. W swojej chęci zaistnienia, (bo przecież to dla tych prymitywnych domorosłych PiSowskich polityków ich 5 minut jest – choć niestety te 5 minut może potrwać ciut dłużej) wymyślają sposoby, żeby Polaków uszczęśliwić wysyłając ich na przymusowe „obozy wypoczynkowe” i o zdrowie zadbać odcinając od frytek z coca-colą. No, a nade wszystko ZAISTNIEĆ, co by może prezes zauważył i poklepał po ramieniu. A poza tym, szykuje się przecież vacat na stanowisku prezydenta, więc jest o co zawalczyć.

A ja coraz bliższa jestem decyzji o tym, by stąd wyjechać na przykład na Phuket i tam odpocząć pożywiając się cudowną , świeżą i zdrową tajską żywnością… z dala od prezesa i spółki.

Krakowianka Jedna

Wielbicielka SuperRedaktora, niepoprawna pesymistka, nieobliczalna "rycząca -tka", filolożka, ale w przeciwieństwie do Samueli, nie z zamiłowania, a z przypadku.

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Samuela Samuela pisze:

    Ośmielę się wyrazić pogląd, że w tym przypadku wcale nie idzie o „sprzedaż wiązaną”, lecz o zakaz jako taki. Zakaz jest bowiem istotą pisostwa, gdyż za złamanie zakazu grozi kara. Nie jest to generalnie nic nowego, albowiem z państwem zakazów wszyscy się zetknęliśmy najpóźniej od czasu, gdy grzecznie uczęszczaliśmy do szkół polskich pobierając nauki. Dobrze pamiętam tę atmosferę strachu przed woźną, która sprawdzała, czy tarcze są przytwierdzone do rękawa nicią. Czasem wspominam też, że mój rodziciel pastwił się nade mną i siostrą, gdy znalazł „ukryte” ze strachu przed karą doczesne szczątki zbitej przypadkowo szklanki.

    Wczoraj byłam świadkiem ukarania mandatem młodego mężczyzny, który zbłądził wyrzucając niedopałek na ulicę. Uczynił był ten człek niedobrze, ale w zupełności wystarczyłoby uprzejme, acz stanowcze upomnienie.

    Jerzy Stuhr ujął rzecz całą nieco dosadniej: „Mówię o takim zaprzaństwie, o narodzie gnuśnym, nacjonalistycznym i antysemickim. O lenistwie, brudzie, wewnętrznym niechlujstwie, nieposzanowaniu prawa. Chcieli u nas na wsi zrobić kanalizację. Mówię – no wreszcie. Ale firma wykonawcza pokazała mi listy, jakie dostała od ludzi. „Nie będą Żydy po mojej ziemi orać” – pisali.”

  2. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Samuela,

    W gruncie rzeczy chodzi o to, że za kanalizację i odprowadzanie ścieków się płaci, a za sranie do ziemi nie. A jak się płaci, to wiadomo, że Zyd na tym zarabia i prawdziwy Polak nie może na to pozwolić. Jak bywałem w swoim czasie na Suwalsczyźnie, to jeden tamtejszy gospodarz zbierał te swoje gówna do beczkowozu i potem wylewał do takiego małego oczka wodnego, które było jakieś 150 metrów od jego zabudowań i trzeba trafu, że znajdowało się na przeciwko domu, pobudowanego przez jednego gościa z W-wy. Gość już sprzedał ten dom i teraz śmierdzi komuś innemu.

Dodaj komentarz

Zaloguj się