L, czyli lekarstwo

Szanowni,

W 1665 dniu istnienia forum doszedłem do 12 litery mojego muzycznego analfabetu, co odnotowuję wyłącznie dla celów statystycznych. Ten cykl muzyczny piszę oczywiście głównie dla własnej przyjemności, bo nie od dziś wiadomo, że przyjemność sprawiana sobie własnoręcznie, a tym bardziej oburęcznie, bywa jedną z największych przyjemności w życiu każdego człowieka, w tym melomana. Kwestią być może dyskusyjną jest, czy tym mianem można określić fana muzyki rockowej z czasów późnego Gomułki i lat wczesnego Gierka, ale dla potrzeb tego portalu przyjmijmy, że jak najbardziej.

Po tym jakże błyskotliwym wstępie przystępuję już do meritum i na pierwszy ogień niech pójdzie Lighthouse. To kanadyjski band, grający tak, że dech zapiera, choć od momentu założenia kapeli mija w tym roku 50 lat i gotów jestem założyć się o coś cennego, że nie słyszeli o niej nie tylko zaglądający na to forum, mimo, że nagrali sporo płyt. Nie było łatwo wybrać jedną, w związku z czym zaprezentuję dwie:

Tytuł tej drugiej dedykuję dedykuję mieszkańcom Warszawy, którzy właściwie wybrali:

Bogato, prawda? Saksofony, skrzypce, trąbki, wiolonczele, wibrafony, flugelhorny, że nie wspomnę o „klasycznym” instrumentarium rockowym. I to wszystko się ze sobą pięknie „zgadza” i nigdy nie jest „natrętne”. Mistrzowskie granie z prawdziwym ogniem, piękne melodie, świetne wokale (chórki !!)  i generalnie wszystko to, co sprawia, że człowiekowi chce się słuchać i ciągle mu mało. Oczywiście mówię o sobie, gdyż taka sztuka odkrywa właśnie we mnie te najgłębsze pokłady człowieczeństwa, cokolwiek by to określenie miało w tym wypadku oznaczać. Gdy sobie pomyślę, że ponad 4 dekady temu powstawała taka muzyka, to uświadamiam sobie fakt, że jestem już niestety dość stary, ale z drugiej strony miło sobie powspominać lata młodości. No i te trzaski z analogowej płyty też wywołują jakieś tam refleksje w dojrzałym człowieku, któremu ciągle gdzieś coś trzeszczy….

Co by nie mówić, jedna z lepszych kapel, jakie tutaj się pojawiły, choć rarytasów nie brakowało i z pewnością nie zabraknie.

Dla zainteresowanych link na info o zespole:
https://en.wikipedia.org/wiki/Lighthouse_(band)

A teraz zupełnie inne klimaty i muzyka znacznie młodsza, bo zaledwie 30 letnia i zupełnie nie rockowa, ale nie mogłem sobie odmówić przyjemności pokazania artystki na tyle mało u nas znanej, że niewiele ryzykuję tym „odstępstwem” od przyjętych reguł. Tym bardziej, że Lhasa niestety już jakiś czas temu odeszła do krainy wiecznego śpiewania i to wieku zaledwie 38 lat. Oto więc Lhasa De Sela i jej fascynująca sztuka:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lhasa_de_Sela

A skoro już jesteśmy przy wokalistkach, to proszę bardzo, oto jeszcze jedna prawie nieznana pani, niejaka Linda Hoyle, na początku w klimacie bluesowym, a potem dzieje się różnie, ale zawsze na wysokim diapazonie:

Myślę, że jako szefowi forum przysługuje mi w tym wypadku prawo do użycia „kolokwializmu”, więc określę tę muzykę mianem zajebistej i niech to wystarczy za cały komentarz + trochę informacji, z których warto zwrócić uwagę na fakt, że śpiewała w zespole Affinity, którego niestety nie zaprezentowałem w pierwszym odcinku mojego cyklu, ale zaraz to nadrobię w komentarzu do tamtego wpisu, bo to niewybaczalne jest. No i nie bez znaczenia jest także,  że wciąż śpiewa, siwizna tylko dodaje jej uroku, a głos nadal wspaniały i rzekłbym nawet, że całkiem „młodzieńczy”:

https://en.wikipedia.org/wiki/Linda_Hoyle

A teraz wracamy już do prawdziwego rocka i oto przed państwem zespół o nazwie Lovecraft, w swoim czasie dość popularny w Ameryce, całkiem słusznie moim zdaniem:

Też nagrali kilka płyt i zapewniam, że warto ich posłuchać, a poczytać o kapeli można tutaj:

https://en.wikipedia.org/wiki/H._P._Lovecraft_(band)

A teraz Wielka Brytania w roku 1969 i nie całkiem bezpretensjonalny Leviathan:

Tak pięknie grali w roku, gdy rozpadali się Beatlesi i najciekawsze jest to, że te nagrania ujrzały światło dzienne po raz pierwszy po 50 latach, o czym można poczytać tutaj:

https://louderthanwar.com/leviathan-the-legendary-lost-elektra-album-album-review/

Niesamowite historie dzieją się w branży muzycznej, prawda ?

No i już na sam koniec coś dla zwolenników prostszych klimatów, czyli melodyjnego rocka bez specjalnych ambicji i fajerwerków, ale słucha się tego całkiem przyjemnie, a momentami nawet z nieco lepszymi wrażeniami, co oczywiście należy potraktować jako komplement jak najbardziej. W Ameryce było w swoim czasie wiele tak grających zespołów, ale ten akurat jest u nas mało znany (choć nagrał kilkanaście albumów), więc spełnia założenia mojego cyklu. Oto więc Legs Diamond w roku 1977:

https://en.wikipedia.org/wiki/Legs_Diamond_(band)

Na koniec dodam tylko, że nawet jeśli nie będzie mi się już chciało zamieszczać żadnych notek, to cykl muzyczny zamierzam kontynuować aż do samego końca i tak mi dopomóż Bóbr.

Pantryś

 

 

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Kultura i sztuki wszelakie (2)
  1. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Ta kanadyjska kapela jest genialna, mówiłam już kiedyś, że kawałek od 6 minuty można dać jako podkład do bajki o krasnoludkach ? bardzo zabawna, energetyczna muzyczka – oczyma wyobraźni widzę maszerujące wśród mchu i paproci gęsiego krasnoludki. Na bogato ta literka L- nie wiem, kiedy zdołam wszystko przesłuchać. Ale dzięki bardzo, w dzisiejszym świecie pełnym pseudo muzyki to prawdziwe rarytasy.

  2. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Protest-antka,

    Na pewno prędzej czy później przesłuchasz wszystko i masz rację, że tym razem na bogato wyszło, co potwierdzają również osoby, które nie komentują na forum, ale są zawodowo związane z muzyką. A tak w ogóle, to gdy zamieszczam te wpisy, to w jakimś stopniu z myślą o Tobie, bo wiem, że podobnie czujesz, a czucie to w końcu podstawa, nie tylko w seksie 🙂

  3. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Pantryjota,

    Miło mi Pantryjoto, a Twoje L- lekarstwo jest nieocenione, bez muzyki byłabym kaleką , bez niej nie warto byłoby żyć , podobnie jak bez seksu

  4. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Można też łączyć seks z muzyką, w zależności od upodobań:

  5. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    To w ramach gry wstępnej :

  6. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Tutaj sama nazwa mówi sama za siebie, na jakim jesteśmy etapie 🙂

  7. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    No nie wiem, czy mogłabym coś uprawiać przy tej muzyce 🙂

  8. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Protest-antka,

    To może przy tej, bardzo pięknej?

Dodaj komentarz