Las pierwotny, las naturalny

Polska jest pięknym krajem / Polska jest brzydkim krajem. Tylko demagog powie, że to, jaką odpowiedź zakreślisz, zależy od tego, gdzie najczęściej przebywasz – na Gdańskiej Starówce lub w Pieninach czy też na radomskich przedmieściach lub wysypisku śmieci w podwarszawskim Otwocku. W rzeczywistości dokonany wybór jasno cię określa – czyś prawdziwy polski patriota zakochanym wzrokiem spoglądający na każdą ruinę i śmieć w przydrożnym rowie czy też lewak-zdrajca, bezmyślnie zachwycający się brukselską starówką albo alpejskimi pejzażami.

W znakomitej książce „Wanna z kolumnadą” Filip Springer (prawica dawno stwierdziła, że jego nazwisko to nie przypadek) niestety w sposób trudny do podważenia udowadnia, że Polacy nie są narodem estetów – przynajmniej, jeśli chodzi o architekturę. Nie będę specjalnie rozpisywał się w kwestii, jak dalece się z p. Springerem zgadzam, zainteresowanych z pełnym przekonaniem odsyłam do książki. I stwierdzam jedynie, że mało jest w Polsce miejsc, których zabudowę można określić jako ładną.

Na szczęście jest jeszcze przyroda. Nie tak może spektakularna jak Dolomity czy fiordy, ale jednak w spokojny i kojący sposób przepiękna. Lasy, jeziora, pagórki, strumienie, góry, doliny, zatoki, wydmy – wszędzie tam, gdzie Polak nic większego nie pobudował, jest ładnie. Powiedziałbym, że natura to nasze jedyne narodowe aktywo jeśli chodzi o kapitał krajobrazowej urody.

I najbardziej bym się tu skupił na lasach właśnie, ponieważ las to antyteza cywilizacji brzydkiej architektury. Nad rzeką, jeziorem, na wzgórzu czy nad morzem można – niestety bardzo łatwo, wymogi biurokratyczne są nieliczne – postawić jakiś koszmarny dom, niepasujący do otoczenia hotel czy blok mieszkalny. Tam natomiast, gdzie jest las, panuje błogosławiona architektoniczna próżnia.

I jedyne, co trzeba, to chronić ten stan rzeczy. Rozumiem, że tzw. lasy gospodarcze muszą być ścinane, że drewno jest potrzebne. Ale dlaczego – i to jest najważniejsze pytanie w tym tekście – nie można dać spokoju puszczom?

Od 2 lat regularnie jeżdżę do Białowieży. Pierwszy wyjazd doradził mi kolega biolog, na samym początku dewastacyjnej akcji ministra Jana Szyszko. „Jedź, póki ta puszcza jeszcze istnieje”. Pojechałem zatem i z miejsca po uszy się zakochałem. Dużo by pisać, dlaczego, nie każdemu moje zachwyty mogą przemówić do wyobraźni, więc tu prezentuję 2 zdjęcia. Tak to powinno wyglądać:

Niestety szybko – niemal na moich oczach – zaczęło przybywać miejsc takich jak to:

Pokazałem to zdjęcie napotkanemu przypadkiem na szlaku Adamowi Wajrakowi. Przypomnę: PiS namiętnymi ustami ministra-rydzykowego pupila twierdziło, że świerk w Puszczy jest chory i musi być usuwany. Wajrak spojrzał na moje zdjęcia i stwierdził krótko: „Te ścięte drzewa to nie są świerki, poza tym widać, że są zdrowe”. No cóż.

Przy kolejnym wyjeździe również przypadkiem poznałem komendanta straży Białowieskiego Parku Narodowego. Pan który szczyci się, że osobiście znał prof. Simonę Kossak (spotkaliśmy się zresztą pod leśniczówką, w której mieszkała i którą pozwolił mi zwiedzić), człowiek, który – byłem tego pewien, stoi po właściwej stronie. Naszą dość długą rozmowę streszczę tak: „Nie jestem pisowcem, ale popieram ministra Szyszko, chore świerki powinny być ścinane i usuwane, po białoruskiej stronie Parku wycinka zdrowotna jest prowadzona i zniszczonego lasu jest mniej”. Kilka dni później na portalu Gazety Wyborczej ukazał się wywiad z dyrektorem białoruskiej części Białowieskiego Parku Narodowego – okazało się, że żadnych wycinek tam się nie prowadzi. Pan komendant (ile wiem, już były) skłamał mi prosto w twarz.

Oficjalnie więc Lasy Państwowe z całych sił o Puszczę dbają, czym chwalą się na takich tablicach (proszę zwrócić uwagę, kto tam dał się zagonić do roboty):

Jeśli jednak obejmiemy to samo miejsce szerszym spojrzeniem, Puszcza po tym, jak zadbali o nią leśnicy, księża i inni dostojnicy, wygląda tak:

Cóż, a mogłoby być tak:

Na podsumowanie wątku białowieskiego muszę jeszcze zamieścić takie zdjęcie z przepięknego szlaku wiodącego z Białowieży do maleńkiej wioseczki Topiło:

Przyznam, że gdy to zobaczyłem, zmroziło mnie. Więc to tak wygląda? Zwierzak przychodzi sobie pojeść, a wtedy człowiek wali do zwabionego i niczego nie podejrzewającego stworzenia pociskiem grzybkującym. Ponieważ myślistwo to odrębny temat, rekomenduję jedynie lekturę innej ważnej książki o kulisach tego zajęcia – „Farba znaczy krew” napisanej przez nawróconego myśliwego Zenona Kruczyńskiego. Jeśli mieliście przekonanie, że myślistwo to tradycja, pasja i rozwijanie więzi z przyrodą, książka ta powinna wyzwolić was z tych złudzeń.

W tym roku wypuściliśmy się rodzinnie na Pogórze Przemyskie. Także tam toczy się  walka o ocalenie Puszczy, a raczej resztek tzw. Puszczy Karpackiej. Będzie trudniej, bo tam (w przeciwieństwie do Puszczy Białowieskiej) Lasy Państwowe przynoszą zyski i chętnie się nimi dzielą z lokalną społecznością. Polityka leśna wygląda dość kuriozalnie i przerażająco zarazem. Otóż tereny leśne zabudowane są gęstą siecią asfaltowych dróg. Efekt uboczny jest taki, że świetnie się tam jeździ na rowerze, ale nie mam złudzeń – te drogi nie powstały z troski o turystów. Chodzi o ułatwienie eksploatacji lasu.

Niezwykle malowniczy grzbiet górujący nad miejscowością Rudawka został „wzbogacony” o wysokiej jakości szutrową drogę:

Co 100-200 metrów droga ma ślepy wjazd w las – wygodny wjazd dla harwesterów i forwarderów, którym w ten sposób łatwiej będzie eksplorować las.

Pierwsze efekty wycinki już są:

No i pewnie za rok-dwa wzgórze o długości ok. 3 km będzie łyse. Wszystko to w miejscu, o które ekolodzy od dawna walczą, aby zostało przekształcone w park narodowy (zdjęcia jako dokumentację przesłałem do Greenpeace i do WWF).  Cały czas przypominam- oto, jaki jest właściwy widok w miejscach takich jak Pogórze Przemyskie.

Jeśli nikt o to nie zadba, w Polsce znikną miejsca, gdzie można w spokoju rozkoszować się pięknem przyrody. W rejonie Białowieży już to zrozumiano. Miejscowa ludność jest przeciwna wycince, bo gdy tylko się zaczęła, liczba turystów spadła o 1/3. Do wstrzymania prac przyczynili się wspaniali ludzie z Obozu dla Puszczy oraz rozgłos i międzynarodowy tok prawny, jaki nadano walce o ocalenie tego miejsca. W Puszczy Karpackiej taka przemiana mentalności jeszcze się nie dokonała. A w skali kraju? Na pewno trzeba wykonać jeszcze dużo pracy uświadamiającej.

Kategoria: Bracia mniejsi, przyroda (4)
  1. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Pierwsza notka i od razu taki kaliber?
    No gratuluję i chylę czoła po pas, a skomentuję jak poćwiczę, czyli pewnie ok. 22.
    Serdecznie pozdrawiam.

  2. Wito napisał(a):

    Dziękuję za dobre słowo. Napisałem o sprawie bardzo dla mnie ważnej, a jednocześnie mającej wymiar uniwersalny.

  3. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Wito,

    Przyroda bliska jest memu sercu, czemu czasem daję wyraz na forum. Nie pamiętam, czy wspominałem tutaj, że gdyby nie antytalent to przedmiotów fizyczno-biologicznych, to być może zostałbym leśnikiem, gdyż mama moja koniecznie chciała mnie umieścić w szkole z internatem, a akurat w technikum leśnym miała znajomego dyrektora. No ale nic z tego nie wyszło, bo pan uznał, że nie dam sobie rady. Wymyśliłem więc już sam, że wykształcę się na meteorologa, bo wtedy miałbym z domu do pracy jakieś 200m. To też była szkoła z internatem, jedyna w Polsce, w podwarszawskim Dębem nad Zalewem Zegrzyńskim. Jednak odpadłem po pierwszej klasie i jedyną „korzyścią” z tej nauki było to, że poznałem tam Włodka Woronieckiego, znanego na wiadomym salonie jako Owanuta + jeszcze kilku innych fajnych chłopaków, no ale to było tak dawno, że pamięć zaciera już ostatnie ślady wspomnień.
    Co do notki, to ma formę wręcz doskonałą i mam nadzieję, że nie tylko ja docenię jej wartość, bo przecież na forum jest sporo osób, które myślą bardzo podobnie.
    Zdjęcie tablicy w dwóch ujęciach powinno trafić do mediów, bo jest powalające.
    Ja przez 30 lat jeździłem w pewne miejsce na Suwalszczyźnie, które na początku było zupełnie „dziewicze” a i dziś nie z wiele się tam zmieniło, choć kilka nowych domów się pobudowało. Mam tysiące zdjęć z tamtych okolic, a jedno z nich wywołało kiedyś żywy oddźwięk na salonie, gdyż pokazałem na nim swoje oblicze w wodzie, co zainspirowało niejakiego Golonkę do zamieszczenie notki na temat mojej urody 🙂
    Mimo, że została usunięta, ja ją oczywiście posiadam w archiwum i czasem, gdy ogarnia mnie chandra i zwątpienie, czytam ją sobie z przyjemnością i komentarze również, bo kto mógłby przypuszczać, że moja twarz może komuś skojarzyć się z fizis emerytowanego kapitana SB 🙂

  4. Kfiatushek napisał(a):

    Ja tylko tak na marginesie… Ta ambona nie może służyć do polowań, bo stoi naprzeciwko paśnika. To ambona obserwacyjna, na której straż leśna obserwuje stan liczebny i ocenia stan zdrowotny stad zwierząt. To taka mała uwaga od osoby, której rodzina posiadała lasy i miała (i ma jeszcze nadal) w swoich szeregach myśliwych. Najmłodsze pokolenie to: biolog i magister ochrony środowiska… Nikt w czasach obecnych nie strzela jak opętany do wszystkiego, co się rusza w lasach! Takich myśliwych po prostu eliminuje się z kół łowieckich i traktuje jak zadżumionych.

  5. Wito napisał(a):

    Kfiatushek,

    Tak się składa, że ja też mam w rodzinie myśliwego. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to: czy to jest legalne stawiać wieżę strzelniczą w pobliżu paśnika. Niestety ów myśliwy powiedział, że tak – tj. nie ma precyzyjnego zapisu, który by tego zakazywał. Co więcej, była tam tabliczka, o ile pamiętam, z napisem „Urządzenie łowieckie, zakaz wchodzenia”.
    Trudno mi odnieść się do wyrażenia „strzelać jak opętany”. Jeśli pamiętam, liczba zastrzelonych zwierząt (nie licząc ptactwa) sumuje się w Polsce do ok. 1 000 000 sztuk rocznie. Ponieważ myśliwych jest ok. 100 000, oznacza to, że każdy rocznie zabija średnio 10 zwierząt. W mojej ocenie to dużo.

  6. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Kfiatushek,

    Zabijanie zwierząt dla sportu, czy przyjemności to coś, czego nigdy nie zrozumiem i zawsze będę uważał, że to zboczenie albo coś gorszego.

  7. Kfiatushek napisał(a):

    Dzisiaj nie zabija się zwierząt „dla sportu”, bo to niemożliwe ze względów „kadrowych”, po prostu nie ma tyle zwierzyny. Zabijana jest jedynie nadpopulacja lisów (atakują młode sarny, zające i inne małe zwierzęta) i dzików, które włażą nawet do ogródków przydomowych. Z braku naturalnych wrogów trzeba czasem odstrzeliwać sarny, bo w zimie umarły by z głodu pomimo dokarmiania przez tych „złych myśliwych”. Człowiek przejął rolę drapieżników (rysi, wilków i niedźwiedzi), które wytrzebiono, aby człowiek miał swobodną możliwość mieszkania w ich matecznikach… Rolnicy nie lubią, gdy im dziki pola rozkopują, a sarny ogryzają młode drzewa w sadach. Właściciele kur też nie patyczkują się z lisami mającymi nory w pobliżu ich zabudowań. Uwierzcie mi, lepsza już strzelba myśliwego od zemsty rolnika.

  8. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Kfiatushek,

    Skłonna jestem przyznać Ci rację w tej dyskusji, po kilku rozmowach z lekarzami weterynarii, ktitzy mają podobne zdanie . Nie mówiąc już o chłopskiej zawzietości, z którą akurat nam do czynienia praktycznie na codzień, a ktora jest przerazajaca.

  9. Wito napisał(a):

    Kfiatushek,
    To oficjalne statystyki. Nie jest aż tak dużo, jak pisałem wcześniej, ale w sumie ponad 650 000 zastrzelonych zwierząt (bez ptactwa).
    http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&_RowID=873&cms=yes&_C=C_DZIALY.HODOWLA.STATYSTYKI&_rC=C_DZIALY.HODOWLA&_Lang=pl&_CheckSum=-1975669075
    „Z braku naturalnych wrogów trzeba czasem odstrzeliwać sarny” – ponad 180 000???
    Powtórzę za tekstem – który, co warto zauważyć, miał zupełnie inny temat – że myślistwo to odrębna kwestia. Jednak uważam, że ilość zastrzelonych zwierząt w połączeniu z ilością wwożonego do lasów jedzenia powoduje, że teza o jakimkolwiek sensie myślistwa jest obecnie nie do obronienia. O regulacyjnej funkcji odstrzałów np, saren można mówić, jeśli przestanie się je de facto hodować, dostarczając im paszę.

  10. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Kfiatushek,

    Dzisiaj nie zabija się zwierząt „dla sportu”, bo to niemożliwe ze względów „kadrowych”, po prostu nie ma tyle zwierzyny.

    Co to za dziwaczny argument? Szczególnie w kontekście faktu, że za odstrzał grubego zwierza pobiera się największe pieniądze, np. od cudzoziemców. Herman Goering też u nas polował dla sportu, a nie dla zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych i nic się w tym zakresie nie zmieniło.
    Zwierzyny jest wystarczająca ilość i pasienie jej po to, żeby ją potem zabić, to jest zwykłe łajdactwo. Niech jeden z drugim spróbuje np. zmierzyć się z misiem Grizzly bez broni, albo uzbrojony w kij, a nie strzela z ukrycia do sarny. Takiego bym żywcem w mrowisku zakopał, gdybym tylko miał możliwość.
    .

  11. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Protest-antka,

    Ale jakie zdanie mają lekarze weterynarii? Że dziki zagrażają rolnikom, a lisy potrafią wykończyć stado kur? A może chodzi o bobry, które zagrażają całej cywilizacji, budując te swoje żeremia?

  12. Wito napisał(a):

    Kurczę, zaczynam żałować, że zamieściłem fragment o wieży strzelniczej. Ten tekst w przeważającej części jest o pięknie lasów, które niektórzy uparli się unicestwić.

  13. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Wito,

    Teraz przepadło. Jak znajdę, to zamieszczę zdjęcia podobnej wieży na dzikiej Suwalszczyźnie, gdzie myśliwi mieli na górze kanciapę, w której siedzieli z tymi swoim luśniami i czekali, aż w zasięgu luf coś się pojawi. A ponieważ pojawiało się nieczęsto, z nudów pili i kiedyś jeden spadł z wysokości na ziemię, ale tylko sobie nogę złamał, złamas jeden.

  14. Wito napisał(a):

    Pantryjota,

    Cholera, a powinien nadziać się na flintę.

  15. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Wito,

    Albo odstrzelić sobie coś w locie.

  16. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Pantryjota,

    Myśliwi skarżyli np. sie weterynarzom, że panstwo próbuje wyręczyć się nimi w walce z afrykańskim pomorem świń akcjami odstrzalu dzikow. Twierdza ze bardziej zalezy im na ochronie zwierzat. Człowiek z ta swoja zachlannoscia i chciwoscią wdziera się wszedzie z tzw.cywilizacją i biedne zwierzęta nie mają się już gdzie podziać. Nie znoszę i nie rozumiem mysliwych, gdyby to zależało ode mnie zabronilabym zabijania zwierzat a mysliwych wyslala na ksiezyc ale jeśli nadal człowiek będzie niszczył lasy to musi też zmniejszać populację dzikich zwierząt. Inaczej zwierzęta będą chodziły po ulicach, wchodziły na podwórka, ginęły pod kołami samochodow na ruchliwych drogach.

  17. Kfiatushek napisał(a):

    Wito,

    Można by było zostawić zwierzynę samą sobie w lasach, ale… nie wiem, czy chciałbyś wtedy do tych lasów chodzić. Zauważ też, że zwierząt odstrzeliwuje się coraz więcej, a mimo to populacja ich nie spada, a wprost przeciwnie: https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&newser=no&_rC=C_DZIALY.HODOWLA.GATUNKI_LOWNE&_C=C_DZIALY.HODOWLA.GATUNKI_LOWNE.JELEN&_Lang=pl&_CheckSum=1997727269

    Znam myślistwo od strony praktycznej i nie znam myśliwych, którzy nie stosują się do prawa myśliwskiego, a takich, co nie szanują zwierząt tym bardziej, bo myślistwo to nie hobby, to praca do wykonania. Zabiliśmy część natury odpowiedzialną za kontrolę populacji i płacimy za to karę.

  18. Kfiatushek napisał(a):

    Pantryjota,

    Lekarze weterynarii nie rozłożą szczepionek przeciw wściekliźnie w lasach, nie zabiją pogryzionej przez bezpańskie psy łani, nie zabiorą z drogi przejechanego dzika. To rola miejscowego koła łowieckiego. Pijanych myśliwych spotkałam po polowaniu, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie da alkoholu ludziom z nabitymi strzelbami! Samobójców raczej nie spotyka się na polowaniach… Chociaż był podobno przypadek w 2017 w Ober-Kinzig (Pfalz), że myśliwy zastrzelił chłopu krowę. Okazało się, że rolnik miał szczęście, bo moment ataku krowy na właściciela zauważył myśliwy z koła łowieckiego i zastrzelił zwierzę. Rolnik i jego córka dziękowali potem myśliwemu za ratunek. Z kolei nasz przyjaciel musiał oddać patent, bo ustrzelił gęś berniklę. Tak po prostu musiał oddać i już, bo takie jest prawo.

  19. Wito napisał(a):

    Kfiatushek,

    Uważam, że masz mocno wyidealizowany obraz myślistwa – i nie zamierzam z tym walczyć. Jednak różne słabości Twojej argumentacji są aż nadto widoczne.
    Cała dyskusja wokół tego, co zrobić z myśliwymi, powinna zacząć się od zakazu dokarmiania zwierząt. Wystarczy poczekać kilka sezonów i na pewno będzie jasne, czy i ile zwierząt musi być zastrzelonych z powodu niszczenia upraw czy nadmiernego włażenia w drogę człowiekowi.

Dodaj komentarz