Moje Korbylandzkie Święta

 

                           Dziś z okazji Wielkiej Soboty postanowiłam z koszykiem w ręku odwiedzić angielski kościół, w którym to odprawiają polskie msze, bo tegoroczne święta Wielkanocne spędzam w Anglii w hrabstwie Northampton, w bardzo uroczej miejscowości wspominanej już w słynnej brytyjskiej Domesday Book* o nazwie Corby** .

                           Polacy, jak co roku wypełnili kościół zajmując również dość szczelnie całe przykościelne podwórko i wszystkie miejsca zdatne do parkowania, i to aż w trzech turach, jak co roku. Jednakże, Ciemnicy swojej się wciąż nie doczekali, gdyż społeczność współbraci w wierze katolickiej nacji angielskiej stanowczo się nie zgodziła na taki dobrobyt duchowy dla Polaków w postaci możliwości urządzenia własnego grobu pańskiego. Osobiście mniemam, że to z przyczyn oczywistych dla nich, gdyż Anglicy to katolicy bez ciemnicy, bez koszyka i bez dyngusa za to z przystojnym i na dodatek świętym Patrykiem.

                          Zastanawiam się właściwie, dlaczego takie wielkie halo z tą ciemnicą urządzają, skoro katolikom polskim tutaj tak na tym zależy? Koszyki na ofiarne datki są wspólne, datki na biednych – co prawda niewspólnych, bo tylko tych angielskich – też wspólne, kwiatki pod ołtarzem pewnie też…. To, dlaczego właściwie Anglicy tak się przyczepili akuratnie do urządzenia symbolicznego Grobu Pańskiego nawet na jednym metrze kaplicy wynajmowanego kontraktem budynku? Pozwolę sobie w tym miejscu na mały sarkazm bo angielski humor jednak mnie za bardzo nie śmieszy… Nikt przecież, by zwłok nawet polskich tam się nie ośmielał żadnych wnosić ani wynosić, w dodatku w tych czasach to o prawdziwego Chrystusa, byłoby bardzo ciężko…. Więc właściwie, dlaczego taki konflikt z tego powodu? Czy aż takie to niezgodne z tutejszymi normami tolerancji, aby na ten jeden świąteczny weekend, taki skromny krzyż i to od polskiego cieśli i z własnego drewna pochodzącego z narodowego przybytku nie mógł tę krótką świąteczną chwilę pobyć w tym kościele? Hmm, a jakby może i nawet w towarzystwie równie skromnego kwiecia, oraz wiklinowego, małego koszyczka na daniny od rodaków. Tak, na polskich biednych, albo, chociaż tych afrykańskich głodujących. Osobiście nie widzę w tym nic obraźliwego dla żadnej ze stron, by ludzie chętni i gorliwej wiary mogli sobie pocałunkiem w jezusowe pęciny dopełnić obrządku według staropolskiej tradycji… i brzdęknąć monetką w koszyczek…nawet, jeśli by li tylko tę gorliwość mieli uprawiać raz do roku z okazji świąt. Anglicy zaś mają wielkie, ale, czym zmusili biednego księdza, by w niedalekiej przyszłości się korzyć przed biskupami w Polsce o zgodę i dotacje na zakup własnego, korbylandzkiego, ale tylko polskiego kościoła. Nawet dziś oficjalnie ogłosił, że ma już coś na oku i to w bardzo atrakcyjnej cenie. Na sprzedaż, bowiem jest Kościół Metodystów, posesja przy Rockingam Street.

                            Przykre, bo jesteśmy tu jedną z liczniejszych społeczności emigrantów w dodatku, należymy do tych mile widzianych, bo oprócz tego, że Polacy licznie tu posiadają swoje własne polskie sklepy i firmy, to jeszcze prócz rodzin, własne domy i dobytki. Nasi rodacy są tu bardzo miło odbierani w porównaniu z innymi „obcymi” tutaj. Licznie się tu dość dobrze dorabiają i przede wszystkim, nie są muzułmanami, chociaż ksiądz Polak dziś stwierdził, że ubolewa właśnie nad tym. Bo gdyby nie nasz narodowy katolicyzm i tyle zaradności, to by mógł odprawiać polską mszę we własnym kościele, który dla świętego spokoju by nam sami Anglicy po prostu wybudowali, a w następstwie dziejowym podarowali na własność wraz z aktem notarialnym, a tak to, taki „swój korbylandzki kościół” ***  trzeba sobie będzie w niedalekiej przyszłości samemu kupić, bo kościół gdzie obecnie odbywają się polskie msze i ceremonie jest wynajmowany od Anglików, których wiara nie jest aż taka jak ta nasza, albo jednak mamy jednak innych bogów i tego polskiego ducha wiary trzeba będzie przenieść gdzie indziej. No cóż. Polak da sobie radę i tak, nawet zarobi na kościół. Nam nikt nic za darmo nie daje, nawet zasiłki na polskie ale angielskie dzieci są wypracowane ciężką pracą.

 

[*]https://pl.wikipedia.org/wiki/Domesday_Book

 

[**]http://corbyilaxton.webnode.com/

 

[***]Strona parafii http://corbyilaxton.webnode.com/

 

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Pantryjota Pantryjota pisze:

    No ładna historia.
    Jak rozmiem, poszłaś tam z myślą o napisaniu z tej okazji nowej notki?
    Bo jeśli nie, to – przepraszam za to być może niewłaściwe pytanie – po co?
    Chadzanie do kościoła z koszykiem pełnym wiktuałów to moim zdaniem barbarzyński zwyczaj i mało higieniczny, gdy ktoś polewa wodą niewiadomego pochodzenie to, co później masz zjeść.
    Dlatego Bobrza wiara nie przewiduje tego rodzaju obrządków i wszystko jemy od razu, bez dodatkowych „magicznych” zabiegów.
    Z Bobrem.

    Pantryś – nie przeżarty, a wręcz przeciwnie.

  2. noctorama noctorama pisze:

    Dziś byłam w kościele w Kettering, też podnajęta kaplica od wspólnoty angielskiej, ale tu Ciemnica już była….”Niemy Świadek” Istoty Zmartwychwstania też.:)))

    …nie Pantrysiu, nie dla jaj, jak i nie dla potrzeb grafomańskiego ego.
    Jam nietylko z urodzenia dziecko światła…:)))

  3. McQuriosum McQuriosum pisze:

    raz w angielskim Corby poczciwi Polacy
    nie mieli gdzie datków zostawiać na tacy
    gnębiło to księdza
    bo mogła przyjść nędza
    a nigdy nie imał się pracy.

    raz pewien księżulo z miasteczka Corby
    całe money z kasy wpakował do torby
    rzekł: forsa non olet
    lepszy Rolls jak Chevrolet
    i ulotnił się gdzieś przy dźwiękach z Zorby.

    Happy Beaver
    🙂

  4. Pantryjota Pantryjota pisze:

    noctorama,

    Dziecko światła?
    Masz na myśli światłości wiekuistą?

  5. Samuela Samuela pisze:

    Odczuwam pilną potrzebę, by się przyznać, że byłam razu pewnego w kościółku. Było to w święta, te święta, w miejscowości Mons. Kościółek należał do miejscowej niemieckiej gminy żołnierzy Bundeswehry i ich rodzin i pełnił multifunkcję. W zależności od potrzeb był świetlicą dla dzieci, hotelikiem, salą do nabożeństw i salą koncertową z najprawdziwszą sceną. Następnego roku w sali nabożeństw zorganizowany został wspaniały bal sylwestrowy, na którym byłam, tańczyłam i pantofelek zgubiłam. Tak się chyba nazywa to, co dziewczęta gubią.

    W święta, te święta, w mszy uczestniczyłam ja, Samuela, z pięcioma rodakami, których tam rzucił los na stos, oraz kilkanaście osób ze zrozumieniem reagujących na słowa katolickiego niemieckiego księdza. Gdy doszło do komunii świętej, wszystkie Niemki oraz wszyscy Niemcy do niej przystąpili jak jeden mąż, wszystkie Polki i Polacy natomiast do komunii nie przystąpili jak żaden mąż. Dlaczego? Ano dlatego, że nie przystąpili uprzednio do spowiedzi oczyszczającej. Niemcy też do spowiedzi oczyszczającej nie przystąpili, ale uznali, że w trakcie mszy trochę żałowali swych grzesznych uczynków i się wyspowiadali wymawiając poniżej przytoczone słowa i że to powinno na jakiś czas wystarczyć:

    „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry
    że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem:
    moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
    Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę,
    wszystkich Aniołów i Świętych, i was bracia i siostry
    o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego”

    Istniejący w polskim kościółku katolickim wymóg bezwarunkowego podchodzenia do spowiedzi przed przyjęciem ciała i krwi Pana świadczy po prostu o tym, że polscy katolicy nie biorą słów kaznodziei oraz Pisma na serio. Może być też tak, że nic z tego nie rozumieją.

  6. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Samuela,

    Ojej, a ja w Mons mieszkałem jakiś czas temu, za to tuż obok kwatery głównej OTAN.
    3 lat później polski kapłan umarł za ojczyznę w odmętach wodnych, ale póki co jego imieniem i nazwiskiem nazwano tylko ulicę, choć to się może jeszcze zmienic, bo przecież mamy sporo miast o zupełnie niesłusznych nazwach, że nie wspomnę o wioskach.

    Oto skromy pokój kapłana:

    http://xj.popieluszko.pl/

    Pokój niech będzie jego duszy i pani Walentynowicz też, bo jak to mówią, kto ma wybuchnąć, nie utonie.
    A to był przykład humoru wisielczego, jakby się kto pytał.

  7. Jacek pisze:

    Może problemy z ciemnicą wynikają z tego, że angielscy chrześcijanie wierzą w ichniego Boga, a polscy katolicy bardziej w obrazki, figurki, bałwanki, stare szmaty, gnaty, plwociny, wybroczyny i inne takie utensylia. No i Anglikom po prostu jakoś nie pasi publika obcałowująca pokrwawionego anorektyka na krzyżu.?

    W szlachetnym założeniu miały to być zdaje się święta radosne, a nie makabryczno – cierpetnicze.
    A jeszcze angielskie bachory mogły by się nerwicy jakiejś nabawić, albo koszmara w nocy wyśnić? I po co to komu?:-))

  8. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    „jednak mamy jednak innych bogów ”

    Jak najbardziej, polskiego Jezusa podrzuciło UFO, dlatego „chcemy” go koronować, angielska korona już zajęta -dlatego oni są inni/odrębni.

    Jest taka miejscowość na Kujawach:Koronowo, straszliwie mi się tam podoba.
    Na szczęście Czesi koronę (wraz halerzami) mają zajętä.

  9. Pantryjota Pantryjota pisze:

    ViC-Thor,

    W Koronowie byłem kiedyś na koloniach i bardzo mi się tam niepodobało, bo dyrektorem był kierownik więzienia i stosowal wobec kolonistów więzienne metody wychowawcze, w rodzaju biegania za karę wokół baraku, czy stania pod ścianą z rękoma nad głową.

  10. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    Czyli taki mały sqrvysynek.

    Pokłosie wojny.

  11. Pantryjota Pantryjota pisze:

    ViC-Thor,

    Opisałem tę historię w jednej z notek.

  12. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    ?
    Gdzie?

  13. Pantryjota Pantryjota pisze:

    ViC-Thor,

    Żebym to ja pamiętał…

  14. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    „król Burgundów Gunter”

    Chyba muszę napisać wpis o przenajświetszej panience, na początek może jakaś z Grecji?
    Może Artemida?

    I o kulcie dziewic, może na początek Westalki?
    Albo może… coś z krain mgielnych?

    Babki o żelaznych piersiach…

  15. Pantryjota Pantryjota pisze:

    ViC-Thor,

    Artemida z Bobrem?
    Bierz się do roboty :))
    A może Persefona?

    Światło pada na Persefonę,
    W jej oczach zawsze płonie blask,
    Ale ostatni raz, gdy poszedłem do niej
    Widziałem, że coś jest nie tak.

    Nie dbam, że widzę jak twe lata się marnują.
    Zabrakło już magii w twoich oczach.

    W swym czasie mogłaś przyćmić każdą wokół
    Ale po zejściu ze sceny jesteś znudzona –
    Dostajesz brawa, zaliczasz upadki.

    Nie dbam, że widzę jak twe lata się marnują.
    Zabrakło już magii w twoich oczach.

    Poszedłem, by być przy światłach rampy,
    By być z tobą przez każdą pieśń,
    Na twej twarzy rysuje się spokój
    Nie wierzę, że kurtyna musi opaść.

    Teraz wiem, że twoje lata nigdy nie były zmarnowane,
    Dziś w nocy zobaczyłem magię w twoich oczach.

Dodaj komentarz

Zaloguj się