Przepych pisarstwa, czyli Nerwica Eklezjogenna

W swoim czasie opublikowałem byłem na niesławnej pamięci Salonie pewien tekst, cały na literę P.

Publikacja owa zainspirowała kilku blogerów i oto jedna z tych inspiracji, na którą właśnie trafiłem w sieci:

https://www.salon24.pl/u/nerwicaeklezjogenna/485866,przepych-psychiatryka-posrod-pisarstwa-patriotycznego

Warto kliknąć i sobie poczytać w złą pogodę, a taka akurat za oknem. Mnie o tyle łatwiej, że już napisałem odwołanie do ZUS, który znów odmówił mi renty i teraz mogę się nim podzielić z tutejszą społecznością:

 

W związku z wydanym kolejnym orzeczeniem lekarskim uznającym, że cyt:”nie jestem niezdolny do pracy” wnoszę sprzeciw do komisji lekarskiej i proszę o wnikliwe rozpatrzenie mojego przypadku.

Wyjaśniam, że w stosunku do sytuacji ze stycznia 2018, gdy byłem już na podstawie identycznego wniosku badany przez komisję lekarską ZUS, mój stan zdrowia pogorszył się na tyle, że obecnie mam skierowanie do szpitala, celem przeprowadzenia zabiegu operacyjnego kręgosłupa.

Skierowanie wystawił specjalista ortopeda na podstawie dostarczonych przeze mnie wyników badań, których obejrzeniem w ogóle nie był zainteresowany Państwa konsultant w zakresie tej specjalności, do którego zostałem skierowany przez lekarza orzecznika. Ta konsultacja sama w sobie to odzielny temat, który zapewne w swoim czasie zostanie przeze mnie poruszony, bo nie może być tak, żeby o przydatności do pracy lub nie decydowała osoba, która twierdzi, że nie interesują jej opinie leczących mnie fachowców, bo cyt.”te doktory to się z moich książek uczyły” a panu przedstawiającemu się jako profesor żadne rezonanse nie są potrzebne, bo ocenia stan zdrowia na podstawie wywiadu z pacjentem i jakby tego było mało oświadcza, że poświęca mi swój prywatny czas i że nie ma nic wspólnego z instytucją o nazwie ZUS, w której siedzibie konsultuje. To, że w krótkich odstępach czasu 3 x pyta mnie ile mam lat i 3 x który bark jest chory, to już mały szczegół tej żenującej wizyty, w trakcie której lekarz podejmował tematy zupełnie nie związane z moim przypadkiem, jak np. barwne opisy różnic w opiece medycznej w Polsce i na zachodzie. Kiedy wspomniałem o możliwości operacji, pan profesor stwierdził, że cyt. „operacja to pójście na wojnę” i ostateczność, a gdy z kolei powiedziałem o leczeniu zachowawczym i wielokrotnej rehabilitacji, to swierdził, że cyt. „to nic nie daje”. Pozostawię tego typu wypowiedzi bez komentarza, bo na szczęście nie jestem pacjentem tego pana.

Jednak kilkakrotnie w trakcie tej wizyty pan prof. zaznaczał, że wedle jego opinii mogę co prawda pracować, ale w warunkach pracy chronionej, co miał ująć w swojej opinii eksperta, a o czym w ogóle nie wspomina pismo z ZUS z dnia 23.10. 2018.

Otrzymałem natomiast informację, że cyt. „brak podstaw do orzekania jakiejkolwiek (podkreślenie moje) niezdolności do pracy.

Gdyby porównać je z poprzednim orzeczeniem komisji, można by uznać, że stan mojego zdrowia wręcz się poprawił, co stoi w rażącej sprzeczności z wynikami badań i z opiniami leczących mnie specjalistów.

Ja zaś z uporem godnym mojej sprawy twierdzę, że bardzo poważne uszkodzenia kręgosłupa, które ostatnio zostały potwierdzone nie tylko badaniem MR, ale również klasycznym badaniem rentgenowskim, oraz nieodwracalne uszkodzenia prawego barku, które również nie rokują nadziei na poprawę, sprawiają, że nie mogę wykonywać pracy fizycznej związanej np. z dźwiganiem ciężarów, a taką właśnie pracę wykonywałem od 1992, prowadząc jednoosobową dzialalność gospodarczą. Gdybym mógł pracować, to na pewno bym się przed pracą nie uchylał, na rzecz uzyskania głodowej renty.

W trakcie ostatniej wizyty u lekarza orzecznika (tej pani dr, która skierowała mnie na konsultację twierdząc, ze ma cyt. „związane ręce”) zostałem poinformowany, że moja sytuacja byłaby inna, gdybym miał skierowanie do szpitala na operację. Wiedząc, że na 18.10 mam zaplanowaną wizytę u specjalisty ortopedy, na którą miałem dostarczyć wyniki zleconych, dodatkowych badań, poprosiłem na Senatorskiej o wyznaczenie terminu konsultacji pod tej dacie, ale nie zostało to uwzględnione i trafiłem do pana profesora 3 dni wcześniej. Oczywiście nie mogłem wiedzieć, że ma „rentgen w oczach” i że jest w takim wieku, że może faktycznie zapoznawanie się z badaniami w rodzaju rezonansu magnetycznego to dla niego zbyt duże wyzwanie.

Informuję więc, że specjalista II stopnia w zakresie traumatologii i ortopedii, po wnikliwym zapoznaniu się ze wszystkimi wynikami badań uznał, że jedynie operacja może mi pomóc, bo okazało się, że badanie rentgenowskie wykazało jeszcze dodatkowe uszkodzenia (np. pękniecie kręgoszczeliny L5/S1) i jakby tego było mało, lekarz podejrzewa jeszcze możliwość „zatarcia stawów biodrowych” i celem zdiagnozowania tego podejrzenia dostałem jeszcze skierowanie na tomografię. W dostarczonej już do ZUS kopii dokumentacji poprzedniej wizyty w Stocerze, jest wyraźna adnotacja specjalisty o rozważeniu opcji zabiegu operacyjnego. Po ostatniej wizycie operacja została uznana za konieczność i w związku z powyższym otrzymałem skierowanie do szpitala. Dodatkowo, drugi lekarz w Stocerze, który zajmował się moim barkiem, napisał w dostarczonej dokumentacji o zakazie dźwigania, czego pierwszy specjalista pisać nie musiał, bo to raczej oczywista oczywistość.

Jeśli opisany stan zdrowia (+ wiele innych chorób, jak choćby 3 krotnie operowana przepuklina pachwinowa) wg ZUS nie stanowi przeszkody w podjęciu pracy fizycznej zgodniej z posiadanymi kwalifikacjami, to oczywiście w przypadku kolejnego, negatywnego z mojego punktu widzenia rozstrzygnięcia, zwrócę się na drogę sądową, mając nadzieję na to, że biegli powołani przez sąd będą nieco bardziej zwróceni „na człowieka” niż na szukanie oszczędności w ramach „dobrej zmiany”.

Załączniki:

1. Skierowanie do szpitala (kopia)

Korespondencja z ZUS sprawia mi swego rodzaju perwersyjną przyjemność, z którą może się równać co najwyżej pisanie o Goryllusie i Golonce, no ale to już przeszłość, a jeśli chodzi o ZUS, to sprawa jest rozwojowa jak najbardziej, przynajmniej przez najbliższe 3 lata, zanim kwestia renty się zdezaktualizuje. Dodam jeszcze, że tekst powyższy napisałem „na gorąco”, tuż po otrzymaniu pisma z ZUS, aby już następnego dnia móc go złożyć w urzędzie. Dlatego nie jest „literacko” doskonały, ale żona mówi, że gdyby był lepszy,  to ZUS mógłby orzec, że z takim talentem wcale nie muszę pracować w wyuczonym zawodzie, tylko np. mogę zarabiać na pisaniu, jak choćby Goryllus, który z zawodu jest leśnikiem.

Pantryś

 

 

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Wito napisał(a):

    To był jeden z moich ulubionych blogerów w czasach gdy naczelnik tej platformy jeszcze udawał, że jego największym marzeniem nie jest lizanie prezesowskich pośladków. Byli jeszcze Miki – genialny i L.L. Leming – też świetny, ale w ostatnim wpisie zapowiadający własną śmierć na jakiś nowotwór chyba.

  2. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Wito,

    Mikiego nie kojarzę. Pewnie to nie za moich czasów. Ale sporo salonowych blogerów odeszło na zawsze.

  3. Wito napisał(a):

    Miki był świetny w bezlitosnym ośmieszaniu prawactwa.
    Natomiast nie umiem ukryć porażenia postawą ZUS.

  4. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Wito,

    ZUS ma dobre podstawy 🙂

  5. Wito napisał(a):

    Tak, też cenię podstawy ZUS.
    (a literówkę poprawiłem 😉 )

Dodaj komentarz