w drugiej klasie – pan Wojtek (R.I.P.)

Budował się nieopodal „naszych” gospodarzy na Sobiczkowej, trzymał u nich na podwórzu cement, nie miał czasu (a może i głowy), żeby doglądać, czy nie stwardnieje w wilgotnym klimacie.

Po latach odkryłem, skąd pensjonat „Orzeł” w „Jesteśmy na wczasach”. Po prostu był w Kościelisku.

I teraz, gdy dowiedziałem się, że poszedł już Tam, nucę sobie „Księżyc nad Kościeliskiem”.

Dzięki, Panie Wojtku, za perełki krótkiej formy. Bynajmniej.

Wolne numery, co bardzo podchodziły. Które życie wśród wron uczyniły bardziej znośnym. I nie tracić do wron sympatii. Szept, który leczy serca chłód.

Telo pikne co cud, co cud.

Podział na sorty lepsze i gorsze. Pierwszą i drugą klasę Polaków. Zawsze jeździłem drugą klasą. Bo trzeciej nie było.

A w przedziale klasy drugiej,
niechaj słuchacz mój się dowie,
jechał ksiądz, studentka KUL-u wraz z kolegą,
emerytowani z PAN-u
chudzi dwaj profesorowie
i tłumaczka, bodaj z serbo-chorwackiego.

I rozmowa przyciszona
skrzyła się wytwornym żartem,
jakby lśniło w niej śródziemnomorskie słońce
i rozmówcy nie wspomnieli
ani słowa, że inteli-
gencja dzisiaj ledwo wiąże koniec z końcem.

Pan profesor z księdzem wdał się
w śmieszny spór o Levi-Straussie,
potem student z księdzem o tomistach mruczał,
po czym ścichły żarty płoche,
żeby koleżanka trochę
mogła w ciszy swego tekstu się pouczyć.

Tu pojawił się konduktor
i na koleżankę fuknął:
Pani przeszła z pierwszej klasy! Po co? Na co?!

W. Młynarski „Ile ja dopłacam?”

Z dumą pozostaję w bezcennej drugiej klasie. Panie Wojtku, dzięki.

Kategoria: Kultura i sztuki wszelakie (2)
  1. Eva70 pisze:

    Wdzięczność dozgonna!
    A to:
    Rzekł Antoni Czechow na cześć swą i chwałę
    Że mądry lubi uczyć się, a poucza żłób
    Ilu w życiu durniów ja już przetrzymałem
    Warto by mi za to order wpiąć – o tu!

    Durnie chodzą stadami, kompanią dobraną
    Przodem najgłupszy, normalna rzecz
    W dzieciństwie śniłem, że budzę się rano
    A durniów już nie ma, ulecieli precz

    Ach, jakże mylił się ten sen mój prześliczny
    Co w dzieciństwa czas pod obłoki niósł mnie
    Twarz Natury krzywi się w uśmieszku ironicznym
    Czegoś widać z zasad jej nie pojąłem, nie

    Bo mądrzy cenią sobie samotność, dlatego
    Gdy przymykają oczy wśród kontemplacji swych
    Tak łatwo ich od tyłu zajść i co do jednego
    Gołymi rękami powyłapywać ich!

    A gdy już wyłapią ich, rozpoczną się czasy
    Nie na wyobraźnię mą, sporą bądź co bądź
    Z głupim – głupio, z mądrym – kłopotów jest masa
    Przydałby się w środku ktoś, ale skąd go wziąć?

    Durniem być wygodnie jest, lecz coś – tak jakby – nie chce się
    Mądrym bardzo chce się być, lecz za to dają w kość
    Mądrość tu, głupota tam, Natura plącze dróżki swe –
    Ach, kiedyż się do tego, co jest w środku, uda dojść…

    Ach, kiedyż się do tego, co jest w środku, uda dojść…

  2. al al pisze:

    Pantryjota,

    Proszę bardzo.

  3. al al pisze:

    Ten cement był naprawdę. Rozbabrana budowa opodal, na którą jak letni miesiąc długi nikt nie zajrzał. A ja – brzdąc wtedy chyba 1o letni – byłem zachwycony, że to budowa Pana Wojtka, który układał takie magiczne frazy jak „Kopciuszek dawno przestał grać w inteligencję/ inteligencja już nie bawi się w Kopciuszka”.
    Tak sobie myślę, że dobrze że on tam wtedy latem nie zajrzał. Bo poczułbym się jak Zdzisio z jego piosenki:
    „W razie czego przypomnijcie sobie Zdzisia,
    Tego Zdzisia co to zimą chodzi w misiu
    W święto zawsze wkłada krawat pod kołnierzyk
    Krawat z gumką,trochę pije,lecz jak leży!
    On też pije,piwo Tychy,sam aromat!
    On wam kiedyś zmieni dychę na automat
    Gdzie? Gdzieś w Polsce,Kutno,albo Łódź Kaliska.
    To jest drobiazg.
    A dla Zdzisia może wszystko!”

Dodaj komentarz

Zaloguj się