Who the fuck is Igor Janke? Stara odpowiedź na nowe pytanie.

Poniższe stanowi cytat z mojego własnego tekstu, skopiowanego przez Renatę Rudecką-Kalinowską na Jej profilu w FB, kiedy ja obnosiłem się właśnie po S24 w pierwszej przydzielonej mi na dłużej czapce niewidce. 
Mam dylemat nie tyle w kwestii – wieszać czy nie wieszać, już prędzej w którym dziale, bo do wielu pasuje, w tym i do „braci mniejszych” na swój sposób też. Wieszam tu, bo obok jest tekst Gospodarza o panu Janke.
W tekście poprawiam parę literówek itp. drobiazgów. 

Renata Rudecka-Kalinowska

REZERWAT CORAZ ŚCIŚLEJSZY

Dziękuję z serca wszystkim, co się za mną ujęli. Zachowam we wdzięcznej pamięci. Ale dajcie pokój. Koń to nie jest odpowiedni partner do kopania się z nim. Ani pod względem walorów fizycznych, ani intelektualnych, choć łeb – nie da się ukryć – ma spory.
Pozwólcie na jeszcze parę szczegółowych spostrzeżeń czy myśli na kanwie dzisiejszej przygody z czapką niewidką.
(1) PAN JANKE I S24 A WARTOŚCI KONSERWATYWNE

Pan Janke pisze coś dzisiaj o profilu tego portalu, który wg jego marzeń ma być „lekko konserwatywny”. Nie znam się na prawicowości pana Jankego.
Do mojego rozumienia konserwatyzmu należy przywiązanie do wartości. Między innymi, może nawet przede wszystkim, do takiej podstawowej wartości, jak prawda. Wartości zapomnianej przez polską tzw. prawicę, a raczej postsowieckie prawactwo. A może nawet nigdy nie rozpoznanej przez to towarzystwo jako wartość podstawowa.

Otóż moim zdaniem – i właśnie tego pan Janke ani jego ludzie nie rozumieją i raczej nie zrozumieją – osobą, która te wartości uszkadza bardziej, jest notoryczny, bezczelny, świadomy kłamca i wszelka inna podobna gnida, nie zaś osoba, która tego kłamcę nazywa kłamcą.
Nazwanie takiego kogoś kłamcą, a niechby nawet gnidą, skunksem albo i kupą g…, bynajmniej nie jest ani epitetem, ani tym mniej obrazą. Jest po prostu kwalifikacją, zgodną z prawdą i w obronie prawdy wygłoszoną.

Nazwałem dziś gnidą albo jakoś podobnie (nie chce mi się poszukiwać ukrytych komentarzy) komentatora, którego złapałem na świadomym i uporczywym powtarzaniu jawnego, propagandowego kłamstwa, że w Czesi autostradę do Berlina umieli zbudować już 20 lat temu.

Po pierwsze, Czesi nigdy nie mieli i nie mają do zbudowania autostrady do Berlina. Musieli zbudować wszystkiego 92 czy 94 km autostrady do granicy z Saksonią. Po drugie, autostradę tę zaczęli budować jeszcze w latach 70., ale nie domknęli jej po dziś dzień. Teraz jest mowa o roku 2013, poprzednie terminy były kolejno w latach 2007 i 2010.

Gnidzie najpierw zarzuciłem i udowodniłem kłamstwo, podając łatwo dostępne źródła polskie i czeskie. Dopiero potem nazwałem go kłamcą i gnidą. Efekt?
Gnida pisze tu (w S24) nadal w najlepsze, dzieliła się już z Wami swą radością z „ostatecznego rozwiązania kwestii Estimado”, np. pod notką Waldburga.
Inne gnidy – faceci, którzy nazywali mnie tutaj enkawudowską swołoczą etc., czasem obiecywali mi kraty, a i kawał sznura i gałęzi również, piszą tu dalej w najlepsze. Ścierwa, które wulgarnymi słowami nazywają najwyższych reprezentantów własnego (ergo i mojego) państwa też tu nadal są i cieszą się pełnią praw salonowca. Skunksy, które kobiecie, na której blogu goszczą, wypominają wiek, braki urody, niezaspokojenie seksualne, i również ten, co ostatnio zalecał jej częstsze korzystanie z bidetu, oni wszyscy nadal tu piszą i nie są niepokojeni.

Poleciałem ja, bo śmiałem jednego czy drugiego takiego typasa nazwać skunksem albo kupą g…, a to przecież rażący brak kultury.

Ba – to tylko we właściwym polskiej prawicy, parafialno-wioskowym pojęciu, człowiekiem niekulturalnym jest nie kłamca, oszczerca, damski bokser, złodziej czy inne podobne bydlę, lecz ten, kto nazwie takiego kłamcą etc. i ręki mu nie poda.

W konserwatywnym rozumieniu kłamca i oszczerca jest gnidą i osobą, którą należy wyeliminować z towarzystwa, a nazwanie go kłamcą, oszczercą czy gnidą jak też niepodanie mu ręki nie jest ani kłamstwem, ani przejawem braku kultury, ani oznaką deklasacji, lecz przeciwnie – właśnie przejawem przywiązania do takich wartości jak prawda i honor.
W konserwatywnym pojęciu deklasuje się ten, kto takiemu rękę podaje, nie ten, kto takiego nazwie gnidą i podania ręki odmówi.

Panu Janke i jego dzielnej ekipie wolno tego nie wiedzieć. Gdzie, od kogo mieli się tego dowiedzieć? W domu? W szkole? W redakcji? Od swoich przedstawicieli politycznych i duchowych? Nie rozśmieszajcie mnie, proszę.

Wspomniana przed chwilą wioskowa proweniencja polskiej konserwatywnej prawicy oznacza również nabytą, a może nawet niesioną w genach odporność na pewne gospodarskie zapaszki. Podziwiam ją u pana Janke i jego czynowników, choć im jej nie zazdroszczę. Owszem, zapachy czasem czuję, które mi przyjemności nie sprawiają. Ale do powonienia jestem przywiązany i pozbywać się go nie zamierzam.

Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, identyfikowałem się jako centrysta z domieszką konserwatyzmu, czyli z lekkim przechyłem na prawo. To przez takie różne żałosne ekscesy polskiej pseudoprawicy zrobiło mi się nieswojo pokazywać się w takim towarzystwie. Dziś „prawica” to ostatnie słowo, jakiego użyłbym na określenie siebie samego. I to nie ja zeświniłem to pojęcie, panie Janke.

 

(2) CZAPKA NIEWIDKA – I CO DALEJ?

Otóż nic dalej, moi drodzy! Ja od samego początku nie ukrywałem, że mi się w tutejszej obórce, w najlepszym wypadku wiejskiej gospodzie średnio podoba. Wciągnąłem się, bo z kilkoma osobami tutaj warto było wymienić się myślami, zazwyczaj specjalnie do tego nie dokładając (poza trudem odgarnięcia warstwy gnoju, nie pochodzącego ani od nich, ani ode mnie). Owszem, czasem miałem też przy okazji trochę dodatkowej satysfakcji z nazwania jakiejś gnidy gnidą, takiej, jak z trafienia komara czy innego insekta gazetą.

Wizyty w S24 zaczynałem zawsze bezpośrednio od tych paru blogów. Reszty nie jestem specjalnie ciekaw i jej blogów zasadniczo nie odwiedzam. Na tzw. SG zaglądałem góra kilkakrotnie, i to też nie po to, by znaleźć sobie ciekawą lekturę.

Co ciekawego i wartego wysłuchania może mi powiedzieć taka postsowiecka miernota, żałosny kłamca i oszczerca jak Jarosław Kaczyński, albo tacy jego blogerscy akolici jak Richard Henry czy ten, no, prezes sądu w czasach komuny, J. Wojciechowski i ci wszyscy pozostali, cechujący się głównie znacznie obniżonym tarciem?

Co może mi ciekawego powiedzieć obłudna a świętoszkowata J. Jankowska, chamowaty, prymitywny i też załgany do szpiku kości Gadowski? No co?!

Albo i sam Nadredaktor Janke, nieszczęśnik być może widzący to i owo, ale zmuszony do lawirowania między swoimi kolegami pseudodziennikarzami (warunkiem wstępnym bycia prawdziwym dziennikarzem nie jest brak poglądów, lecz jest nim elementarny szacunek do prawdy), ich politycznymi mocodawcami oraz wspólną z nimi wszystkimi prawacką klientelą z jednej strony a swoją świadomością, z kim się wdał (oraz wynikającym z tego samopoczuciem) z drugiej strony….

Toż on doskonale wie, co to za załgane, chamskie i prymitywne towarzycho, ale też wie, że to jego jedyny ‚target’, bez którego jego przedsięwzięcie biznesowe, a może i pozycja zawodowa, przestaną istnieć w ogóle!
Dlaczego więc miałbym akurat jego pogląd na cokolwiek uważać za szczery i wart rozważenia?

Ten po trosze przymusowy koniunkturalizm prowadzi go… Wiecie, na początku klasycznego westernu Rio Bravo była taka scena, nomen omen w saloonie, kiedy pewien smętny strzęp człowieka wyciąga ‚dime’ (dziesięciocentówkę) wrzuconą przez kogoś do spluwaczki. Po prostu musi ją wyciągnąć, to jedyny dostępny mu sposób, żeby dostać drinka….

No więc w mojej ocenie ta cała sytuacja prowadzi pana Janke tam, gdzie ja polskiego inteligenta (w 3., 2., a nawet 1. pokoleniu) wolałbym nie oglądać…

Tym bardziej, co mogą mi powiedzieć ciekawego te wszystkie Bochwice, Brody, Nauczyciele Akademiccy, Filozofowie Prawa, Sowińce, plus ci wszyscy spece od spisku Tuska z Putinem i inne okazy odpadające od pionu czasem o pełne 90 stopni?

Nic się nie stanie przez to, że ja stąd zniknę. Was przekonywać i uczyć nie trzeba, z której strony przykre zapaszki dolatują. Tych, co stanowią źródło tych zapachów, przekonać się nie da, zresztą i próbować nie warto.

Będę miał więcej czasu na wierszyk, przekład, pracę zawodową i jedno z innych 100 hobbies, które ostatnio cokolwiek zaniedbałem. Temperamentu i systematyczności blogera nigdy nie miałem. Komentarzyki rzecz ulotna.

Janke nie odczuje, bo nie jestem jego targetem, Sowińce, Dariusze 123 i inne takie zatrą swoje nieładnie pachnące rączki i pojadą dalej z radosnym pokwikiwaniem, bo tacy jak ja ustawicznie przypominali im, co ich różni od inteligenta i człowieka faktycznie wyznającego jakieś wartości, a to musiało być denerwujące.

Jak o Was chodzi, to kontakt na mnie macie, a kto by nie miał, niech napisze na priva, to dostanie mojego emaila i inne namiary. Oczywiście dostanie tylko taki ktoś, z kim się nie brzydzę wejść w bliższy kontakt.

A co się stanie z rzeczywistością? Rzeczywistość ma się całkiem nieźle! Parę słów o tym w kolejnym punkcie.
(3) CZAPKA NIEWIDKA A POLITYKA

Po udanych (w sensie organizacyjnym, choć byłoby fajnie, gdyby także sportowym) zawodach EURO 2012, rychłym dokończeniu budowy autostrad i innych ważnych dróg itp., załatwieniu tego, co było konieczne do załatwienia, a społecznie trudne do przełknięcia w jakimkolwiek kraju (wiek emerytalny etc.), centrowa PO znów nie będzie miała z kim przegrać, nie licząc siebie samej.
I jeśli nawet przegra z sobą samą, to pewnie raczej na korzyść Palikota, a nie Kaczyńskiego i jego klonów.
A ten Palikot, wiecie, to on nic tu nie popsuje, poza zagraniem KRK na nosie paroma głośnymi „zapateryzmami” itp. Palikot wie, w jaki sposób robi się gospodarkę, i to go różni od naszej nabożnej, postkomuszej prawicy. Palikot wie również, co oznacza i jakie znaczenie ma swobodna wymiana myśli, znów – w odróżnieniu od Kaczyńskiego i jego smutnych kanapowych replik.

Tak czy siak, dla polskiej tzw. prawicy oddala się na długie lata, może dekady, kto wie, czy nie całe pokolenie, wizja ponownego dorwania się do władzy i zrobienia tutaj wymarzonej Rzeczypospolitej nr n+1, w której podręczniki historii zostaną zastąpione „Krzyżakami” i „Trylogią”, i jakimś nowym tomem o Olszewskim, a zwłaszcza o Kaczyńskich – legendarnych przywódcach strajków gdańskich etc. etc.
No i rzecz jasna jakiegoś dziełka o polskim Kościele, który tak bohatersko przeciwstawiał się zdradzieckiej, promoskiewskiej Targowicy, że aż zdołał postawić na czele tej konfederacji prymasa Polski i jeszcze paru biskupów.

Polską pseudoprawicę czekają więc długie lata frustrującej posuchy. Dla tych, którym kraj otwartych, proeuropejskich, nastawionych na konkurencję i sukces Polaków znieść najtrudniej, pozostają enklawy, dobrowolne azyle, jakby rezerwaty. Najlepiej w formie wyspy lub wysp, odizolowanych od ‚kondominium’ i wszelkiej innej gangreny tego świata jakąś fosą czy inną wodą (i jeszcze jakąśzaporą informacyjną), gdzie za prawdę objawioną i jedyną robić będzie słowo Kaczyńskiego, Rydzyka, Michalika, Sakiewicza czy innego Biniendy.

Właśnie zabrali się do czyszczenia sobie takiej jednej kapsuły, takiego jednego przetrwalnika. Nazywa się S24. Wyczyszczą go starannie, bo wiedzą, że długo będzie im jedynym schronieniem, gdzie ze swoją koszmarną brednią i bełkotem będą się mogli czuć u siebie i nikt taki jak RRK czy ja nie powie im, że to brednia i bełkot.

Dla nas, tym pozostałych, też nie ma lepszego rozwiązania. To właśnie miałem na myśli, pisząc w końcu kwietnia 2010 r. następujący poemacik. Dedykuję go niniejszym Panu Janke wraz z jego „salonową”, ach jakże salonową administracją:

LINIA DEJARKACYJNA

Gdy wycieczka, jadąc autobusem,
na postoju w las zasuwa kłusem,
by w jedną stronę mogły pójść One,
powinni Oni iść w drugą stronę.

Zróbmy więc podział, mocą ustawy:
lewa dla Lewych, prawa dla Prawych!
Według stron świata – tak jak w atlasie –
ziemie na wschodzie Prawym odda się,
bo podział przecież uwzględnić musi,
że stamtąd bliżej do Białorusi.

Niech w Białowieży, u Pana Włodka,
nasz Jarek z Olkiem z Mińska się spotka:
Rzeczpospolitą Dwojga Narodów
niech proklamują. Oni z zachodu,
Litwa z północy Kreml wezmą w kleszcze.
Z południa Gruzja włączy się jeszcze.
Wraz z Łukaszenko i Saakaszwili
wyrwie Kaczyński po krótkiej chwili
z łap zakrwawionych wrażych Moskali
to, czego sami nam nie oddali.

***
Lewi zaś – zgnili, bezideowi –
niech biją czołem ku Zachodowi.
Za parę euro ziemię po ojcach
Tusk zdrajca odda w ręce folksdojcza.
Ze spadkobiercą pruskiej Hakaty
będzie się bratać, przechodzić na „ty”.
Ujrzą współcześni szkołę we Wrześni
z chłopem Drzymałą, choć im się nie śni,
jaki im Merkel (Adolfa córka)
z tą drugą – Steinbach – zrobią Kulturkampf.

Stolicę będą mieli, jak chcieli,
w Strasburgu albo inszej Brukseli.
Gubernatora w Posen osadzą.
I niech się płaszczą przed obcą władzą.
I niech się wiją pod szwabskim knutem
wstrętne Lewaki, z sumień wyzute.

Niech każdy Lewak w dupsko dostanie
za to, że Prawo było mu tanie,
a Sprawiedliwość z Solidarnością
były mu mrzonką oraz marnością.

Za to, że kpili z nas patriotów,
że każdy sprzedać Ojczyznę gotów,
że Prezesowi zaszczuli brata,
ż głos oddali na renegata,
i że tam stali, gdzie ZOMO stało –
niech teraz oni dostaną pałą.

***
Wszystkim gwarancję dajmy ustawą,
że mogą wybrać – w lewą czy w prawą.
By móc przemyśleć, co kogo kusi,
vacatio legis jakieś być musi.

Lecz – gdy upłynie czas na namysły –
niech nikt już nie śmie przekraczać Wisły
/Estimado/
————————————-
Estimado to bloger ostatnio ukryty w Salonie 24 i niedostępny dla niezalogowanego czytelnika. Dlatego tu publikuję jego tekst

Kategoria: Agora dla salonowiczów (7)
  1. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Zapraszam do lektury najnowszej notki.
    Jest na temat.

  2. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    A przy okazji przypominam mój „esej” na temat fenomenu Salonu24, choć tylko w formie linka, ze względu na wrodzoną skromność:

    http://pantryjota.salon24.pl/358863,czym-jest-salon24-pl-proba-analizy-fenomenologicznej

Dodaj komentarz