Wolno bić dzieci (są tacy, którzy tak myślą)

Od ideologii trudno czasem uciec nawet odpoczywając w tak spokojnym miejscu jak Górecko na Roztoczu. Znajduje się tam urocze schronisko młodzieżowe, w którym spędziliśmy ostatnio kilka dni.

Traf chciał, że równocześnie z nami na kolonii przebywała tam grupka nastoletnich dziewcząt. Spokojnych i – od początku odniosłem takie wrażenie – nieco stłamszonych. Od ich opiekunek dowiedziałem się, że są to uczennice prywatnej katolickiej szkoły w Lublinie.

Kolejny traf sprawił, że po 2 dniach jedna z opiekunek musiała wracać do domu. Problem polegał na tym, że była jedynym kierowcą, a dziewczynki były wożone na wycieczki niewielkim busem. W trybie pilnym został poproszony o pomoc – czyli przejęcie funkcji kierowcy – dyrektor  wspomnianej szkoły. I tu druga zastanawiająca rzecz – niechcący usłyszałem, że dziewczynki nie były tym faktem zachwycone.

Jeszcze tego samego dnia dyrektor przyjechał. Starszy pan, ubrany – jak na wyjazd wakacyjny – dość formalnie. Na początku nie rzucał się w oczy.

Wieczorem zasiadł do ogniska. Nie, nie z dziewczynami, którymi właściwie wcale się nie interesował. Towarzyszem był pewien 50-letni krakus, wypoczywający pod namiotem z rodziną. Osobnik wygadany, o zdecydowanych poglądach. Zaangażowany w życie swojej parafii. Węgiel to bardzo ekologiczne paliwo, jeśli spala się w wysokiej temperaturze, to wydziela tylko dwutlenek węgla. Globalne ocieplenie? Oszustwo, proszę pana. A smog w Krakowie to medialna manipulacja. Gdy próbowałem dyskutować, człowiek poinformował mnie, że jestem zdezinformowany. Odparłem, że to on jest zdezinformowany i zakończyliśmy dyskusję.

Ów krakus okazał się wiernym słuchaczem pana dyrektora, którego głos ku wieczorowi zrobił się bardzo donośny. Długo i dobitnie opowiadał swój życiorys. Że organizował niezależne harcerstwo. Że jako pierwszy w Polsce sprowadzał księży na obozy. Że nękała  go ubecja, a mimo to umiał załatwiać (u komuchów!) pozwolenia na organizację wyjazdów. Gdy nieco cichł, ze strzępów rozmowy dowiadywałem się  (usiłując czytać książkę na werandzie schroniska, ok. 50 m od ogniska, przy którym pan dyrektor  się produkował) o jego bliskich kontaktach z jakimś biskupem i księżmi. No i o tym, za jak znakomitego, eksperymentującego pedagoga pan dyrektor się uważa.

Irytujące to było, no ale cóż… Czasem trafia się na takiego gadułę. Powiedziałem żonie, że kojarzy mi się z demonicznym dyrektorem szkoły w „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów”, co wydało mi się nawet zabawne.

Po powrocie jednak coś mnie tknęło. Zacząłem szukać o panu dyrektorze informacji w internecie. Szybko natknąłem się  artykuł sprzed 12 lat w Dzienniku Wschodnim (https://www.dziennikwschodni.pl/magazyn/ojciec-dyrektor,n,1000043282.html ). Zacząłem czytać i włos mi się zjeżył na głowie. Polecam lekturę całości tego artykułu, jednak jeśli ktoś nie ma nerwów, to streszczam najważniejsze  fragmenty. Otóż w prowadzonej przez pana Michała Bobrzyńskiego szkole za zgodą rodziców stosowane są kary cielesne, które pan dyrektor uważa za niezbędny element wychowania. W katalogu jest m.in. „karczycho” – pojęcie dotąd znane mi wyłącznie z języka młodocianych chuliganów. Ale  też – przytaczam za artykułem – szturchańce  i klapsy po łapach. Metodami Bobrzyńskiego wszyscy są ponoć zachwyceni, a wyraźny w polskim prawie zakaz używania przemocy wobec dzieci jakby nie obowiązuje, a właściwie w ogóle nie istnieje. Dyrektor rozbawiony opowiada, jak postawił niesfornego ucznia, który zwyzywał pracownicę szkoły, wobec wyboru „W pysk albo dzwonię do rodziców”. Uczeń wybrał „w pysk” i otrzymał cios. W swoim ograniczonym oglądzie rzeczywistości dyrektor zapewne nie  rozumiał, że uczeń wybrał „w pysk” od dyrektora, ponieważ od ojca oberwałby pewnie znacznie mocniej.

Długo by można opowiadać o dramatycznych skutkach stosowania kar cielesnych (czyli w języku rozmodlonych dewotów – „karcenia”) wobec dzieci. Tak się składa, że pracowałem kiedyś w szkole podstawowej. Bez trudu umieliśmy – jako nauczyciele – wyłapać z tłumu uczniów tych, którzy byli „karceni” w domu. Dzielili się na dwie grupy. Ta mniej sympatyczna domowe metody przenosiła na grunt szkolny i „karciła” swoich kolegów i koleżanki. W zasadzie każdy problem rozwiązywali – nauczeni tego przez rodziców – przy pomocy pięści. Oczywiście nie twierdzę, że każdy agresywny młody człowiek był lub jest bity w domu, ale korelacja jest wyraźna.

Dużo smutniej prezentowała się druga grupa „karconych” – były to dzieci psychicznie stłamszone, niezdolne  do podejmowania samodzielnych działań.

O tym, że tego typu subtelności są przez dyrektora Bobrzańskiego ignorowane od zawsze, być może świadczy napisany w jego obronie artykuł „Umiejętność bicia”. Opublikowany – co nie jest żadną niespodzianką – na katolickim portalu Opoka (https://opoka.org.pl/biblioteka/P/PS/dw_maminsynkowie2016.html ). Zachwycony Bobrzyńskim jego były wychowanek pisze: „[…]w latach 70tych i 80tych Michał grzmocił nas, harcerzy niemiłosiernie, często do siniaków”. Co oznacza, że podkreślający (m.in. na stronie internetowej) związki swojej szkoły z kościołem katolickim dyrektor mniej więcej na epoce sprzed 4 dekad zatrzymał się w rozwoju swojej wiedzy i umiejętności pedagogicznych.

A warto wiedzieć, że dużo się od tamtych czasów zmieniło. Pewnie nie wszystko na lepsze, ale bardzo mnie zastanawia, że ostentacyjny wyznawca religii akurat bicie dzieci uznaje za chwalebny wyznacznik konserwatyzmu.

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Chyba nie wszystkich miał w domu ten sławetny Michał. Cieszę się, że nie miałam sposobności słuchać tego psychopaty, bo chyba nie zachowałbym takiego spokoju jak Ty. Jest wielu skostniałych autorytarnych katoli, którym się wydaje, że pod maską surowości, tzw. wychowania w posłuszeństwie ukryją swoje własne grzeszne skłonności, Podwójna perfidia- oszukują samych siebie kosztem najbardziej bezbronnych- dzieci. To typowe dla tego rodzaju ludzi, kompletny brak szacunku do bliźniego, jednocześnie z gębą wypełnioną sloganami na temat miłości bliźniego. A może Michałek był bity w dzieciństwie ? Znasz krótką rozprawkę J. Bińczyckiej pt. „Bici biją”. Hitler też był bity i poniżany przez tatusia- i co z tego wynikło?

  2. Wito napisał(a):

    Niestety, nie znam tej rozprawki, choć domyślam się jej treści.
    Co do p. dyrektora – w pierwszym tekście jest informacja, że nie ma rodziny ani dzieci.

  3. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    „Takie młode ogiery nie da się opanować dobrym słowem i bat w ręku trzeba czasami trzymać”- przeczytałam sobie te mądrości i „jestem pod wrażeniem”- stare ogiery tłuką młode, bo inaczej nie da się ich opanować- to straszne, co ci panowie mają we łbach, bo inaczej tego nie można nazwać. I do tego te cytaty z Biblii, owszem, trzeba karcić -w sensie wychowywać ale na Boga -MIŁOŚCIĄ nie przemocą. Ci z Bogiem na ustach nie potrafią interpretować podstawowych prawd Biblii. Wspomniany przeze mnie Hitler w dzieciństwie też był wychowywany w myśl zasady: „Zły to ojciec co syna nie karci” , poniżany, upokarzany przez własnego ojca- kim trzeba być, by kazać dziecku stać godzinami w misce z wodą, podobno po to, by oduczyć je moczenia nocnego. I ile tłumionego gniewu musiało się skumulować się w tym nieszczęsnym człowieku, że musiał wymordować miliony niewinnych istnień ludzkich. I gdy słyszę w XXI wieku, że Hitler był skuteczny, porywał miliony słuchaczy, słowem- budzi podziw- jestem przerażona. Głupota i ignorancja- oto czego boję najbardziej.
    Ps. Bogu dzięki , że derechtor nie ma rodziny ani dzieci- to by dopiero wychował prawdziwe „silne osobowości”. „Chyba nie wszystkich miał w domu”- miałam na myśli, że musiał mieć biedak wiele deficytów.

  4. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Też brałem po łapach linijką w pierwszych klasach podstawówki 🙂

  5. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Pantryjota,

    Linijką po łapach, czy pisanie długopisem po twarzy- stare metody- dziś już nie praktykowane, nauczyciele też już nie tacy… ale chyba nie musiałeś okazywać szacunku i miłości i w żadnym wypadku nie pokazać swojego bólu osobie, która się nad Tobą znęca i jest to na dodatek ktoś Ci najbliższy -Twój rodzic, ktoś, na kim powinieneś bezgranicznie polegać.

  6. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Protest-antka,

    Dzisiaj to uczniowie terroryzują nauczycieli, a nie wiem, czy o to chodziło.

  7. Wito napisał(a):

    Pantryjota,

    Zgodzę się, że sytuacja odbiła w drugą stronę. Ale nie wynika to z braku kar cielesnych, ale braku jakichkolwiek dolegliwych kar. Ważnym czynnikiem jest to (a bardzo często idzie to w parze ze złym zachowaniem ucznia), że rodzice – jak to się mówi wśród nauczycieli – nie współpracują.

  8. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Wito,

    Powiem więcej – to rodziców potrzebna jest pedagogika, bo wielu z nich jest beznadziejnie głupich , a porywają się na wychowywanie .Dziecko nic tu nie jest winne-uczy się wszystkiego we własnym domu. A do współpracy potrzebna jest dobra wola i minimum rozumu .A przecież suweren wie wszystko i nie znosi gdy ktoś mu mówi, że nie ma racji, i to jeszcze jakiś wyksztalciuch.

  9. Protest-antka Protest-antka napisał(a):

    Protest-antka,

    Miało być -rodzicom

Dodaj komentarz