Poczta Polska – dobra zmiana w dużym stężeniu

To będzie krótka historia, ale interpretacje mogą być nad wyraz wszechstronne.

Otóż wczoraj odwiedziłem urząd pocztowy. Robię to bardzo rzadko – średnio raz na rok, bo staram się bojkotować firmy, których kierownicze stanowiska obsiedli pisowscy nieudacznicy. No ale zdarzyło się, pewna firma, zlokalizowana ok. 30 km od mojego domu, czeka na kilka kartek A4 ode mnie.

O tym, że za pissizmu urzędy pocztowe zaczynają przypominać zatęchłe sklepiki z wszelakim badziewiem, już wiedziałem, więc asortyment nie stanowił dla mnie wielkiej niespodzianki. Wafelki obok przepisów kuchennych jakiejś mocno spasionej zakonnicy, wzmożone patriotycznie kolorowanki dla dzieci po sąsiedzku z modelami samolotów. Zaskoczeniem była tylko ilość tej tandety, do okienka w tym urzędzie idzie się slalomem między półkami.

Ponieważ nie było kolejki, przystąpiłem do pakowania dokumentów i adresowania przesyłki. Przypomnę – kilka kartek papieru, zapakowanych w kopertę. Zrobiwszy wszystko co konieczne, podszedłem do okienka i poprosiłem o wysłanie przesyłki jako priorytetowego listu poleconego.

Urzędniczka ponaklejała na kopertę znaczki i oznaczenia, a następnie obwieściła cenę.

Uwaga…,

jeszcze chwila…,

napięcie rośnie…,

22 złote! Słownie: dwadzieścia dwa złote.

Przyznam, że w pierwszej chwili zaniemówiłem. Znam ceny usług kurierskich, pocztowych też – co prawda mniej więcej sprzed roku, więc dla pewności, gdy już odzyskałem oddech, zasugerowałem, że pani w okienku żartuje. Ale nie, taka właśnie jest na Poczcie Polskiej cena takiej usługi.

Oczywiście 22 zł to nie jest majątek i stać mnie. Ale każdy ma jakieś poczucie ile wynosi sensowna cena za jakiś produkt czy usługę i więcej niż to konieczne, o ile nie ma sytuacji przymusowej, nie zapłaci. Dlatego szlag mnie trafia, gdy w supermarkecie widzę cebulę po 5 zł, za powieść nie zapłacę więcej niż 50 zł, 3-4 złote to maksimum, jakie jestem gotów przeznaczyć na kilo cukru, a za paczkę chusteczek higienicznych nie dam więcej niż złotówkę.

W tym przypadku zrobiłem jedyne, co mogło mi przyjść do głowy. Powiedziałem, że za wysłanie listu nie zapłacę żądanej ode mnie kwoty, zgodziłem się zapłacić tylko za zaadresowaną przeze mnie kopertę. Poprosiłem o niezwłoczne odklejenie od koperty naklejonych znaczków i oddanie mi przesyłki.

Udałem się z nią do nieodległego punktu kurierskiego, gdzie za wysyłkę zapłaciłem 13 zł.

Gdy już przestałem gotować się ze złości, pomyślałem o szerszym tle. Otóż, co wiem z różnych źródeł, dużą część klientów Poczty Polskiej stanowią seniorzy. Dla wielu z nich bank to PKO (nawiasem mówiąc, w 2016 roku zamknąłem tam konto po serii podwyżek), sklep to Społem, a listy i paczki wysyła się na poczcie. Prawdopodobnie części z nich nawet do głowy nie przyjdzie im skorzystanie z usług konkurencji. Za rządów PiS narodowy operator pocztowy (słyszałem gdzieś to napuszone określenie) bezwstydnie wyciąga naszą kasę jak tylko się da.

ojciec_korespondent

Im jestem starszy, tym bardziej robię się lewicowy

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Poczta Polska w wydaniu PiS to dramat. Na szczęście od dawna nie korzystam, chyba, że muszę odebrać jakiś list polecony albo coś w tym rodzaju.
    W naszym rejonie jest tak, że listonosz przychodzi raz na tydzień albo rzadziej, a list wysłany z W-wy (czyli 20 km od centrum stolicy do mnie potrafi iść 2-3 tygodnie).
    Znajoma niedawno wysłała przekaz na poczcie, na której robi to od kilkunastu lat. Przekaz w tym wypadku przechodzi przez coś, co się nazywa Bank Pocztowy. Jednak pieniążki nie dotarły do adresata, więc poszła złożyć reklamacje. Pani na poczcie, na której był nadany przekaz ( i to przy świadku) stwierdziła, że to nie mogło być na tej poczcie, bo jest na nim stempel innej placówki i wysłała ją właśnie tam. Znajoma chcąc nie chcąc udała się więc jakieś 5 km dalej i tam złożyła reklamację. Przy okazji okazało się, że inny przekaz, tym razem za rachunek od sieci komórkowe,j przyjmujący pan ( ten sam, który przyjmował przekaz wcześniej wymieniony) zaokrąglił sobie w dół o 75gr, co oczywiście spowodowało, że sieć komórkowa domagać się będzie wyrównania. A sam przekaz kosztuje bodaj 3.5zł.
    To jest właśnie jeden z przykładów, jak państwo PiS nie działa.

  2. Quartz Quartz pisze:

    Ja nie korzystam z PiS-Poczty.

  3. Krakowianka Jedna Krakowianka Jedna pisze:

    Ja też niezbyt często tam bywam, ale ze względu na ilość sprzedawanych tam dewocjonaliów zawsze jak wchodzę, mówię: „Niech będzie pochwalony” a jak wychodzę, ” Z Bogiem”. Panie mnie bardzo lubią i nawet nie muszę już mieć dowodu osobistego, żeby odebrać polecony 🙂

  4. ojciec_korespondent ojciec_korespondent pisze:

    Tak się zastanawiam i wychodzi mi, że słowami „Niech będzie pochwalony” należy witać się w coraz większej ilości miejsc. Poczta – oczywista oczywistość. Ale też sekretariat szkoły, w której uczy się syn (krzyż na ścianie), apteka (wielki krzyż na ścianie), niektóre taksówki (różaniec dyndający na lusterku wstecznym) etc.

  5. Krakowianka Jedna Krakowianka Jedna pisze:

    ojciec_korespondent,

    A z tą szkołą, to ja mam taki pomysł: Jako, że teraz jest moda na to, że wszyscy pozywają za wszystko wszystkich, a wielbicielom KK przeszkadza jakakolwiek manifestacja inności, rozważam pozwać szkołę, w której przez lata uczyłam za szkody na duszy i umyśle poczynione przez konieczność wykonywania przeze mnie, ateistkę, pracy pod krzyżem. Mam papiery na zszargane zdrowie i nerwy :)))))

Dodaj komentarz