Powiatokrążca

W zeszłotygodniowej Polityce (nr 49) znajduje się artykuł zatytułowany „Prezydent powiatowy”, w którym autorka Anna Dąbrowska ze szczegółami opisuje, czemu oddaje nasza głowa państwa i część pracowników jego kancelarii. Artykuł jest zilustrowany takim oto zdjęciem

(c) Jakub Walasek/Reporter

Z artykułu dowiadujemy się, że Duda obiecał, że odwiedzi wszystkie 380 powiatów w Polsce – czy to w ramach kampanii czy sprawowania urzędu. No i właśnie jakiś czas temu program ten zrealizował.

Nie ma sensu relacjonować ze szczegółami żenującego przebiegu tych spotkań – każdy pewnie umie sobie wyobrazić tę płynącą rzekę wazeliny, dzieci z kwiatkami i wzajemnie prawienie sobie duserów (jeśli powiat nie jest rządzony przez PiS, to zawsze jakaś gmina w nim jest i tam właśnie bohatersko udaje się Duda).  A jeśli wyobraźni nie starcza, to powyższe zdjęcie na pewno dobrze oddaje klimat tych prezydenckich nawiedzeń.

Mnie interesuje co innego – otóż z artykułu wynikają dwie rzeczy. Po pierwsze 124 z tych wizyt odbyły się w czasie prezydentury. Oznacza to, że z około 1600 dni, jakie Duda jak dotąd spędził na stanowsku, 7% swojego bezcennego czasu (zakładam że osobiście na wizytę poświęcał nie więcej niż jeden dzień) spędził na przymilaniu się do elektoratu. Czyli na czynności, która, o ile traktuje się urząd poważnie, wykonywana jest w czasie kampanii wyborczej. On, głowa państwa, zwierzchnik sił zbrojnych, posiadacz inicjatywy ustawodawczej, wspoł-formator polityki zagranicznej, średnio raz na 13 dni wsiadał do kolumny beemek i w obstawie,  z ambulansem i świtą jechał porobić z siebie dobrego wujcia.

Po drugie, jak podaje red. Dąbrowska, pomijając świtę i obstawę, w jego kancelarii przygotowaniem tych wizyt w pełnym wymiarze godzinowym zajmuje się 6 osób. Każda zapewne z pensją 8 tys. zł. brutto. Oznacza to, że na to, aby prezydent mógł potańcować na weselu gdzieś tam, wydano ok. 2,5 mln złotych na same przygotowania. Kosztów jazdy kolumny beemek i obstawy niestety nie umiem oszacować.

Oczywiście prezydent formalnie ma prawo robić co mu się podoba. Jelcyn mógł nadużywać alkoholu, Łukaszenko grać w hokeja, więc Duda może sobie nawet codzienie jeździć na ryby. Jego elektorat na prowincji też ma prawo czuć się szalenie doceniony, nie rozumiejąc, że przymilający się do niego Duda cynicznie wykorzystuje głód prosto żyjących ludzi do obcowania z celebrytami (wie coś o tym pewnie niejaki Z. Martyniuk).

Rzecz w tym, że bardziej miałkiej prezydentury ja wyobrazić sobie nie umiem. Andrzej Duda przez ostatnie 4,5 roku rzetelnie zapracował na wszystkie określenia, jakimi obdarzają go jego krytycy – klauna, pajaca, pacynki etc.

P.S. Autorem określenia z tytułu tego wpisu jest Ludwik Dorn – uznałem, że bezcelowe jest silić się na wymyślenie lepszego nagłówka

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Quartz Quartz pisze:

    „Ludzki Pan” hhehehehehe

  2. Pantryjota Pantryjota pisze:

    Są wojewódzcy, to muszą być i powiatowi. Następny prezydent nie będzie miał wyjścia i będzie musiał odwiedzić każdą gminę. A kolejny każde sołectwo, gdyż takie są koszta władzy ludowej.

  3. noctorama noctorama pisze:

    Pantryjota,

    tak jakby się przyglądnąć temu zjawisku w skali makro, to np. prezydent USA ma o wiele bardziej w tej kwestii przechlapane…;))))

    a tak to, chociaż jedna obietnica przedwyborcza zrealizowana w 100%, skoro z marszami co roku im nie wyszło :P)))) z czego, akuratnie ja się osobiście cieszę,
    pierwsze były bardzo ważne…gromadzenie energii grupowej, i mobilizacja były potrzebne…
    ale suma summarum, nie był to najlepszy pomysł, ze względów oprócz politycznych, to i np. środków publicznych nakładów na zabezpieczenie tych eventów…nie mówiąc o rozkazach obowiązkowego uczestnictwa….

  4. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    I bardzo dobrze

    PS

    Dorn myśli całkiem dorzecznie

  5. Pantryjota Pantryjota pisze:

    noctorama,

    Mimo wszystko z ciekawością obejrzałbym Du.ę dojącego krowę, upuszczającego surówkę z wielkiego pieca, stojącego za krosnem łódzkiej włókniarki, a najchętniej wmurowującego kamień węgielny w dnie Wisły pod łuk triumfalny, z napisem Od Piłsudskiego do Du.y.

  6. noctorama noctorama pisze:

    Pantryjota,

    z tym łukiem triumfalnym, to i ja widzę powiązania, i to z lepszym scenariuszem nawet niż ten Piłsudskiego…:)))
    aczkolwiek, krowy dojnej to ja bym z prezydentury raczej nie robiła, no chyba, że jakiejś zagranicznej…:)))) ale gdzie teraz zdrową krowę dojną znajdziesz!!!
    a co do osobistości, o której tak czule, i intensywnie się w wypowiedziach manifestujesz, (faceci najbardziej wielbią dupy, nieważne czy osobowo, czy bezosobowo, ale ważne, że z podtekstem, co wnioskując, sprawia i Tobie przyjemność wielką), to powiem tak, faktycznie i ja go widzę w przyszłości dalszej, i nie tylko po to abyś miał o czym pisać :D)))

  7. noctorama noctorama pisze:

    ps. to zdjęcie niby reporterskie, takie sobie, zdecydowanie pan się nie popisał kunsztem fotograficznego artyzmu, za to pan w pozie „Krakowiaczek Ci Ja”, wypadł całkiem nieźle. 😛

  8. ViC-Thor ViC-Thor pisze:

    noctorama,

    Fotka jest zrobiona najprawdopodobniej z tzw ‚partyzanta” więc i tak miał szczęście
    Że
    Jeszcze w ryja nie dostał
    A co dopiero popisywac się kunsztem

  9. noctorama noctorama pisze:

    ViC-Thor,

    co prawda plan amerykańsku tutaj jest zachowany…
    więc mordobicia nie powinna być;)

Dodaj komentarz