Sto lat za….Chińczykami

Najpierw stosowny fragment wywiadu z pewną Chinką:

W Chinach rokrocznie odwiedza się centrum profilaktyki, gdzie jednego dnia przechodzi się wszystkie badania. Zabieram ze sobą znajomych z Polski, wracają zachwyceni.

To prywatne czy państwowe placówki?

I takie, i takie. Różnią się standardem.

Jak to działa?

W programie jest się od dziecka. Badania wykonuje się co kilka lat. Te obowiązkowe związane są z wiekiem, np. gdy mamy osiem lat, sprawdza się zęby, wzrost, kości. Kilka lat później – hormony, tarczycę. Następny pakiet w wieku 25 lat i dalej co pięć lat. Np. w tym roku sprawdzano mi gęstość kości i poziom hormonów. Dodatkowo przechodzi się dokładny wywiad i jeśli w rodzinie istnieje obciążenie genetyczne, przepisywane są określone badania, które pomogą wykryć ewentualną chorobę zawczasu. Są też badania związane z pracą, którą się wykonuje. Ostateczny plan badań dostosowuje się do zawodu, wieku, a także stylu życia. To miejsce, do którego jeżdżę w Chinach, robi 140 badań w ciągu czterech godzin. Wchodzi się grupami po 20 osób. Zdejmuje się ubranie i wkłada rodzaj mundurka, który wygląda jak piżama – bez suwaków, bez mankietów, guzików. Wszystko jest przemyślane – podwinięcie rękawa do pobrania krwi, rozpięcie koszuli do USG jamy brzusznej. Nie traci się czasu na wkładanie skarpetek, majtek. Na nadgarstku nosi się opaskę, na której zakodowane są dane personalne. Nikt mnie nie pyta, jak się nazywam, jak się pisze „Jadzia”. Kod kreskowy, kliknięcie i moje dane są w komputerze. Nie ma kolejek. Gdy ja mam robione USG, ktoś inny ma pobieraną krew, a ktoś inny – badany wzrok lub serce.

Po trzech godzinach wszyscy idziemy do stołówki, bo przecież jesteśmy na czczo. Posiłek? Spersonalizowany, opracowany przez dietetyka na podstawie wyników badań. Podane są kalorie, wartość energetyczna, waga. W czasie gdy jemy, nasze wyniki są drukowane i wkładane do teczki. Z tą teczką idziemy od razu na miejscu do lekarza medycyny konwencjonalnej. Ten wykonuje analizę wyników, informuje, co jest w porządku, co trzeba sprawdzić za pół roku, a co natychmiast u specjalisty. Druga wizyta odbywa się u lekarza medycyny chińskiej, który mówi, co jeść, a co z jadłospisu usunąć. Nikt nie daje recept, otrzymujemy tylko sugestie.

Gdy przebieramy się z powrotem, czekają na nas wyniki badań w formie broszury, na płycie CD, na USB, w dwóch językach.

Niesamowity system. Możemy tylko pozazdrościć.

Chińczycy leczą się, żeby nie chorować, nie zaleczamy już schorowanego organizmu.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100961,23000178,dbam-o-siebie-po-chinsku.html

Kiedyś mówiło się z okazji różnych okoliczności, że my, jako kraj, jako Polska, jesteśmy sto lat za przysłowiowymi Murzynami, czasami pisanymi z małej litery. Ten artykuł pokazuje, że dzięki Dobrej Zmianie (choć oczywiście nie tylko), „mityczni” murzyni nie są już dobrym wyznacznikiem naszej pozycji wśród krajów cywilizowanych. Właśnie czytam w innym miejscu, że niebawem zwolnienia lekarskie mają być wystawiane wyłącznie w formie elektronicznej:
http://praca.interia.pl/news-elektroniczne-zwolnienia-lekarskie-to-oszczednosc-czasu-dla-,nId,2521947
i słyszałem, że protestują niektórzy lekarze starszej daty, nie radzący sobie z obsługą komputera. Z drugiej strony lekarze są tak obciążeni „papierkową” (komputerową) pracą, nie mającą bezpośredniego związku z leczeniem, że np. moja pani dr. rodzinna ostatnio przyszła do pracy poza normalnymi godzinami swojego dyżuru (czyli za friko) tylko po to, żeby móc wypełnić różne druki, skierowania itp. (np moje skierowanie do sanatorium).

I kto by pomyślał, że dożyjemy czasów, gdy niedościgłym wzorem w podejściu do kwestii opieki zdrowotnej okażą się już nie tylko bogate kraje zachodu, ale właśnie Chiny, którym teoretycznie powinno być trudniej, choćby ze względu na ilość mieszkańców. Domyślam się, że opisane procedury nie dotyczą zapewne całej miliardowej populacji, niemniej jednak sam fakt, że istnieją, że potrafiono je wdrożyć i że ludzie z tego korzystają, musi robić wrażenie.

Podobnie jak fakt, że u mojej żony w pracy  najmłodsza pielęgniarka ma ok 50-tki, połowa personelu medycznego to emeryci, a niedawno odszedł do krainy wiecznej szczęśliwości chirurg, który pracował na pełnym etacie grubo po 80-tce, więc był ponad 10 lat starszy od pielęgniarki, która pracuje w tym gabinecie. Poszukiwania ginekologa, który chciałby pracować w przychodni trwają już chyba pół roku, a brak usługi grozi odebraniem kontraktu przez NFZ.

No ale ważne jest, że właśnie zawiozłem do tej instytucji komputerowo wypełnione przez lekarza skierowanie do sanatorium i jak dożyję, to za jakieś 2.5 roku znów gdzieś wyjadę i zdam relację na forum, o ile jeszcze będzie istniało. Ale udało mi się w ostatnim czasie zebrać fundusze na około 50 minut pracy informatyka, więc jestem dobrej myśli, bo podobno prace nie powinny zająć więcej niż dzień roboczy. Dodam dla jasności, że informatyk ceni się podobnie jak nasz rząd ceni lekarzy na dyżurach, płacąc im około 100zł za godzinę. Dla porównania podam, że pielęgniarka na 12 g. dyżurze na SOR ( szpitalny oddział ratunkowy), gdzie czasem nie ma czasu nawet wypić herbaty, wyciąga ostatnio około 300zł (- podatek).

Chińczykom płacą na pewno mniej i dlatego stać ich na takie „perwersje”. Inna sprawa, że aż strach pomyśleć jaką siłę będzie za kilkanaście lat przedstawiało miliard zdrowych, karnych i pracowitych obywateli państwa środka, które jak piszą w ostatnim numerze The Wall Street Journal, już teraz ustala światowe reguły gry.

Zaś na forum pantryjota.pl reguły gry ustalam ja i jeśli komuś nie odpowiadają, to droga wolna.

Pantryś

P.S:

Jeszcze jedna ciekawostka w nawiązaniu do zdrowia. Otóż w oddziale NFZ w samym centrum W-wy, gdzie jest mój rejon, zawsze przy wejściu stała taka spora urna, do której można było wrzucać wypełnione wnioski sanatoryjne. Ale zniknęła, więc spytałem portierki co się z nią stało. „Zabrali” odpowiedziała. I co teraz, spytałem więc ponownie. No trzeba wziąć numerek  w tej dużej sali i czekać na swoją kolejkę – poinformowała mnie pani. A trzeba dodać, że kłębił się tam spory tłumek. Coś mnie jednak tknęło i popatrzywszy emerytce (z wyglądu) głęboko w oczy rzekłem: Albo? zawieszając teatralnie frazę w powietrzu. Albo musi pan wyjść z budynku, przejść 50m do tych obrotowych drzwi gedzie jest bank i inne instytucje i zostawić wniosek w kancelarii. Tak też uczyniłem i z satysfakcją stwierdziłem, że w kancelarii nie było nikogo i złożenie wniosku zejęło mi około minuty, co było o tyle istotne, że zapłaciłem za 20 min. parkowania samochodu, więc zależało mi na czasie. Ale wcale mi nie żal tych, którzy pobrali numerki i karnie odstali swoje – być może nie wiedzieli, że kiedyś funkcjonowała tutaj urna i że można było wybrać między nią, a staniem w kolejce. Lud jest prosty, więc jak urna zniknęła, to i tak poszedł „głosować” tam, gdzie cała reszta. To zwykła socjologia w połączeniu z psychologią – nic szczególnego, ale na wszelki wypadek opisałem co i jak.

Pantryjota

Dawniej też Pantryjota, a więcej o mnie w stopce.

Kategoria: Różności niesklasyfikowane (8)
  1. Eva70 napisał(a):

    Serdecznie dziękuję za ten post, nie tylko ciekawy, ale też bardzo pożyteczny! Wielkie dzięki! Niedługo będziemy nie tylko sto lat za Chińczykami ale chyba za wszystkimi. A lud zadowolony! Pozdrawiam.

  2. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Eva70,

    Ja też dziękuję za dowód, że jeszcze żyjesz i pozdrawiam jak zwykle niezwykle serdecznie.

  3. Eva70 napisał(a):

    Pantryjota,

    Chyba jednak w praktyce aż tak tobrze to nie wygląda, jak to wynika z wywiadu z tą sympatyczną Chinką – w tak ludnym kraju wprowadzenie takiej skomplikowanej reformy musi potrwać dość długo, jak wynika chośby z tych artykułów, na które rzuciłam okiem:

    26.12.2011 https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/chiny-nowy-system-opieki-zdrowotnej-w-budowie/

    2013-11-12 12:12 https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chiny-wprowadzaja-reformy-ktore-zmienia-swiat-2985464.html

    21.05.2015 https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/w-efekcie-reformy-sluzby-zdrowia-chinczycy-lecza-sie-zagranica/

  4. Eva70 napisał(a):

    Eva70,

    Żyję, ale się bardziej spieszę i robię więcej niż dawniej literówek. 🙂

  5. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Eva70,

    Tak różowo to raczej nigdzie nie wygląda, a już na pewno nie w USA, gdzie przed nastaniem Obamy 70mln Amerykanów nie było objęte żadnym ubezpieczeniem zdrowotnym.

  6. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Eva70,

    Uważasz, że możesz gdzieś nie zdążyć? Ja się z tego „wyleczyłem” już dawno temu 🙂

  7. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Eva70,

    Te linki są dość stare, w w Chinach każdy rok to wielkie zmiany i setki miliardów zaiwestowanych każdego roku

  8. Eva70 napisał(a):

    Pantryjota,

    Tam, dokąd każdy z nas w końcu dojdzie z pewnością zdążę. 🙂

  9. Pantryjota Pantryjota napisał(a):

    Eva70,

    Ale nie ma co się spieszyć, prawda ?

  10. Eva70 napisał(a):

    Pantryjota,

    🙂

Dodaj komentarz